SKINHEDZI NA ZAMKU W GOGOLINIE

POLEGLI NA FEJSBUKU!!!
KRIGSMARIN NA NOSSOLA SOBOTTĘ I GROBLERA!
kto krzywdzi dzieci, wypierdala!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Pod namiotem życia

MICHAEL Franciszek JONEK
JUSTYNA katarzyna JONEK
BARBARA teresa JONEK
FRANCISZEK STANISŁAW JONEK
ADELAJDA JONEK
JERZY JONEK
NA ZAMKU
W GOGOLINIE

View original post

Zbigniew Herbert, Bajka ruska

Postarzał się car ojczulek, postaaarzaaał,
który radzi wypierdalać. Kozacy z Zaporoża są w drodze, a z Wilna przybywają literaci, więc proszę stanąć do walki. Kto pokona smoka, dostanie rentę królewny.
hercliś wilk omen
Justyna KATARZYNA Jonek
wnuczka róży róż
i córka
łęłó

Natchnienie jest (nie)potrzebne

„Widziałem w 1947 roku wystawę akwarel Cybisa w Poznaniu (głównie pejzaże). Gdyby Cybis stracił cały swój dorobek malarstwa olejnego, te akwarele same świadczyłyby za świadectwo jego talentu. Nie było w nich nic pomocniczego, nic z ulotnych zapisków robionych jakby obok głównego nurtu. Był to pokaz malarstwa całą gębą męskiego. Żadnego uczucia niedosytu. Kilkadziesiąt obrazów i różnorodność rozwiązań pozwalająca zapomnieć, że to tylko wodne farby i papier. Ale bo też Cybis nie malował nigdy akwarelą dla jej atrakcyjności technicznej, zawsze była środkiem służącym do wyrażania malarskich treści. Nie dbał więc o to, czy robione obrazy są dość akwarelowe. Kończył wtedy, kiedy uznał, że uzyskał optymalny zapis malowanego tematu.

Dziś jeszcze pamiętam, jak mówił do studentów: Nie wolno się poddawać, nie bój się zepsuć, nie rezygnuj. Zostawisz rzecz nierozstrzygniętą, to niczego się nie nauczysz.

Często też mówił: u nas artysta czeka na natchnienie, starzy mistrzowie, a nawet ci we Francji, świeżej daty, których znałem, pracowali systematycznie, jak w urzędzie, po sześć do ośmiu godzin dziennie. Jak się tak pracuje, natchnienie jest niepotrzebne. Można dodać, jeśli komuś brakuje jednak tego magicznego słowa, że natchnienie nawiedza tylko tych, którzy pracują”.

Tadeusz Dominik, Jan Cybis, Arkady, Warsaw 1984, s. 28.

Cóż za rozmówcą był Cybis!

„Cybis nie czekał na natchnienie, bo go to nudziło. Ostatnie lata pracował po kilka i kilkanaście godzin na dobę. Moja metoda pracy, mówię o systemie malowania, nie o pilności, gdyż jestem maniacko pilny, dałaby wyniki, gdybym żył 150 lat. W przeciwnym razie będą to ledwo szczątki, o których nawet nie wiem, czy dadzą komuś smak na więcej.

Najchętniej w ogóle nie opuszczałby pracowni. Wstawał skoro świt (w notatniku pisał, że często budzą go szpaki) i zaczynał pracę, która trwała bardzo długo. Wieczorami miewał gości, z którymi lubił pogawędzić. Często brałem udział w tych wieczornych, przeciągających się czasem do późnej nocy, rozmowach. Cóż za rozmówcą był Cybis! Przewijało się przez jego pracownię wiele postaci znanych, bywała i młodzież, ludzie sztuki, ale nie tylko. Z niejednym z nich łączyła go duża zażyłość, a z niektórymi przyjaźń. Fascynował tych, którzy go znali, i mimo że nie był skory do głaskania, wszyscy wysoko cenili te kontakty.

Dyskusje bywały bardzo ostre, aż czasami wióry leciały, ale chyba właśnie ta szczerość, autentyczność stosunków tak mocno wiązała ludzi skupiających się wokół Jana.

Obrazy pokazywał niechętnie i tylko niewielkiej liczbie osób, nawet spośród najbliższych. Każdy taki pokaz był dla niego denerwujący i mocno go przeżywał, a przecież opinia tych nielicznych uprzywilejowanych nie miała żadnego znaczenia dla dalszych losów prezentowanych im dzieł. Bywało, że te budzące najżywszy oddźwięk pierwsze szły pod nóż, aby ulec całkowitemu przerobieniu, i to nie z przyczyny braku zaufania do oceny wybranego grona odbiorców, ale raczej z niepokoju o prawo do prywatności i niezawisłości sądu, do decyzji w sprawach, w których rzeczywiście ostatnie słowo powinno należeć do autora. Dopóki obraz pozostaje w pracowni, jakakolwiek pieczęć uznania mogłaby być krępująca. Wolał mieć świadomość, że każdy obraz w każdej chwili może postawić na sztalugę i dalej malować.

Poza tym ten prawdziwy humanista tak naprawdę wierzył już tylko w instynkt i spontaniczność.

Jak dla dziecka, które te cechy posiada w stanie czystym, znalezienie kolorowego szkiełka w piasku jest rewelacją i doznaniem nieporównywanie większym, niż dać może posiadanie rzeczywistych bogactw, tak dla Jana Cybisa szczęśliwe znalezienie właściwego tonu w obrazie, tego jedynego niepowtarzalnego lśnienia, było warte skazania się czasem na osamotnienie ze wszystkimi jego konsekwencjami, bo to jedno lśnienie, będące prawdą artystyczną, dawało artyście zadośćuczynienie”.

Tadeusz Dominik, Malarstwo Jana Cybisa [w:] Tadeusz Dominik, Jan Cybis, Wydawnictwo Arkady, Warsaw 1984, ISBN: 83-213-3047-9.

Sophie Magdalena Scholl (szkic eseju)

gruppenbild-weisse-rose-stiftung

Sophie Magdalena Scholl to niemiecka działaczka antynazistowskiego ruchu oporu w czasach III Rzeszy. Dorastała w Ulm. Wstąpiła do BUND DEUTSCHER MÄDEL (BDM), żeńskiej sekcji Hitlerjugend.

W 1940 roku zaczęła zdobywać doświadczenie z pedagogiki wczesnoszkolnej. W 1942 roku podjęła studia z zakresu biologii i filozofii. Podczas ferii międzysemestralnych została zmuszona do pracy w jednym z zakładów zbrojeniowych w Ulm. Jej brat studiował medycynę na Uniwersytecie Ludwiga Maximiliana w Monachium.

Razem przyłączyli się do BIAŁEJ RÓŻY, działającej od czerwca 1942 do lutego 1943 roku niemieckiej organizacji antynazistowskiej o orientacji chrześcijańskiej. Członkami byli: Hans Scholl, Sophie Scholl, Christoph Probst, Alexander Schmotell, Willi Graf. Szóstym członkiem i liderem grupy został profesor Kurt Huber. Postawili sobie zadanie: obalenie systemu nazistowskiego pokojowymi metodami.

W 1943 roku wszyscy członkowie podczas pokazowego procesu przed Trybunałem Ludowym zostali skazani na śmierć przez ścięcie (sędzią był Roland Freisler).

Listy i notatki ukazują Sophie Scholl jako kobietę wrażliwą na piękno natury i ludzkie nieszczęście. W jej listach pojawia się często cytat Jacques’a Maritaina.

Il faut avoir l’esprit dur et le coeur tendre.

(Trzeba posiadać twardego ducha i miękkie serce).

Sophie Scholl zajmowała się w swoim dzienniku intensywnie tematem harmonii duszy.

Ich merke, dass man mit dem Geiste (oder dem Verstand) wuchern kann, und das die Seele dabei verhungern kann.

Briefe und Aufzeichnungen, s. 245

(Zauważyłam, iż można posiadać żywego ducha [lub umysł], ale jednocześnie dusza może umierać z głodu).

Grób Sophie Scholl znajduje się na cmentarzu Friedhof am Perlacher Forst w Monachium (grób nr 73-1-18/19). Jest pochowana wraz z bratem Hansem, zaś obok spoczywa Christoph Probst.

grab_sophie_und_hans_scholl_christoph_probst-1

Z okazji 60. rocznicy śmierci Sophie Scholl wydano drukiem jej korespondencję z narzeczonym FRITZEM HARTNAGLEM, synem przedsiębiorcy z Ulm. Poznali się podczas zabawy tanecznej, mieszkali razem kilka tygodni w WEIMARZE, w czasie gdy Fritz pełnił tam funkcję oficera szkoleniowego.

Hartnagel o egzekucji Sophie dowiedział się w szpitalu wojskowym we Lwowie, po tym jak odniósł rany podczas bitwy stalingradzkiej. W ostatniej chwili został wywieziony samolotem z rejonu walk. Przeżył wojnę. Ożenił się ze starszą siostrą Sophie ELIZABETH i pełnił funkcję sędziego. Do swojej śmierci w 2001 roku był zaangażowany z działalność pokojową i antyatomową.

Szósta ulotka Białej Róży (ta, z którą przyłapano Schollów) trafiła do rąk Niemców odmienną drogą niż przewidywali autorzy. Inny opozycjonista (hrabia HELMUT VON MOLTKE) związany z tak zwanym KRĘGIEM Z KRZYŻOWEJ przekazał SWOIMI KANAŁAMI treść ulotki na Zachód. Parę miesięcy po śmierci Schollów alianckie samoloty zrzuciły ją nad Rzeszą w milionach egzemplarzy jako MANIFEST MONACHIJSKICH STUDENTÓW…

[…]

scholl-denkmal_munchen

Przecięcia światów

„W życiu św. Edyty Stein skupiają się jak w soczewce różne wątki europejskiej tradycji. Jej pasja filozoficzna przywodzi na myśl tradycję grecką, żydowskie korzenie tradycję judaistyczną, nawrócenie – tradycję chrześcijańską. Wychowała się na styku kultur niemieckiej, żydowskiej i polskiej. Religijnie – na styku wiary żydowskiej, ewangelickiej, katolickiej oraz oświeceniowej quasi-religijnej niewiary. Może być osobą niewygodną dla wszystkich tych opcji. Dla Niemców za mało niemiecka, dla Żydów, choć ofiara Holocaustu, to jednak przechrzta, dla ewangelików zbyt katolicka, choć to świadectwo ewangelickiej rodziny przyczyniło się do jej nawrócenia, dla ateistów czy feministek będzie uchodzić za zdrajcę ich postępowych ideałów. Katolikom jej droga do wiary może wydać się zbyt intelektualna, za mało charytatywna. Auschwitz od razu kojarzymy ze św. Maksymilianem, z jego aktem oddania życia za brata, a o św. Edycie nie pamiętamy w tym kontekście. A przecież i ona zginęła w tym samym piekle. I ona dobrowolnie poszła na śmierć. Jako Żydówka i jako chrześcijanka”.

Ks. Tomasz Jaklewicz, Niewygodna święta, „Gość Niedzielny”, nr 32, rok XCIV, 13 sierpnia 2017, s. 19.