Edyta Stein

04

„[…] Edyto Tereso Jadwigo, tak cię zapisano w ostatnich dokumentach, miałaś jeszcze jedno imię, które dodano wszystkim żydowskim kobietom w Niemczech po pogromie nocy kryształowej: Sara. Czy miałaś wiarę patriarchy Abrahama? Czy wierzyłaś w życie i wypełnienie obietnic przymierza w twoim narodzie?”

Ks. Henryk Romanik, Przewodniczka po Europie, Kraków 2007, s. 31.

Literacka Nagroda Nobla 2016 dla Boba Dylana

nobel-dla-dylana

Bob Dylan dostał Nagrodę Nobla! To cieszy!

„To nagroda z stworzenie nowych form poetyckiej ekspresji w wielkiej tradycji amerykańskiej piosenki”!

„Bob Dylan urodził się jako Robert Allen Zimmerman 24 maja 1941 roku w Duluth. Jego dziadkowie ze strony ojca Zigman i Anna Zimmerman wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych z Odessy na Ukrainie po pogromach antyżydowskich w 1905 roku. Pradziadkowie Dylana ze strony matki, Benjamin i Libba Edelstein, wyemigrowali w 1902 roku do Stanów Zjednoczonych z Litwy”.
(cytat za Polskim Radiem)

Czytaj dalej

Wołyń

wolyn

Byłam na „Wołyniu”.
[…]
Film wstrząsający, dobitny, piękny. Jak rana w sercu.
[…]

Czekałem kilka lat
aż wreszcie przyszedł Wernyhora
zanudzał mnie przez całą noc
wypalił mi wszystkie papierosy
nic nie rozumiałem unieruchomiony na krześle
bolała mnie prawa noga krzesła
nie czułem swojej ręki
ścierpła mi lewa noga krzesła
policzyłem wszystkie jego guziki
i wszystkie paski jego swetra
nad ranem poszedł

teraz znów czekam

Andrzej Bursa, Wernyhora

… Szaty prać, nie będzie znać…

Myśmy wszystko zapomnieli;
mego dziadka piłą rżnęli…
Myśmy wszystko zapomnieli

Stanisław Wyspiański, Wesele

Myśmy wszystko zapomnieli. Nie rozumiem dlaczego. Tak jak nie rozumiem, dlaczego Hitler i Stalin wprawili w ruch takie machiny zła. I nigdy nie zrozumiem i nie chcę zrozumieć. Wiem, jaki był historyczny mechanizm, uczyłam się historii, ale i tak… nie rozumiem.

Człowiek człowiekowi wilkiem. Sąsiad sąsiadowi wilkiem. Kobieta kobiecie wilkiem. Ze strachu? Na pewno w ogromnej mierze, ale nie tylko. Także z okrucieństwa, które tkwi w człowieku i które można wyzwolić.

W filmie pada takie magiczne zaklęcie, kiedy mężczyzna wyjeżdża: „mnie tam wszyscy znają”. I to może być albo zguba, albo ocalenie. Zależy. Jak zawieje wiatr historii.

Kiedyś w gimnazjum Pani Polonistka uczyła mnie cyrylicy. I czytania po rosyjsku. Zostawałam po lekcjach i kaligrafowałam piękne litery i wypowiadałam na głos piękne słowa. Wtedy uczyłam się też niemieckiego. Zapomniałam już wiele z tych nauk, ale osad w sercu i umyśle pozostał. Teraz chcę wrócić do nauki, by w przyszłości (odległej jak gwiazdy, bo to wszakże trudne języki) móc władać językiem Dostojewskiego i Goethego.

Wciąż jeszcze wierzę, że dorosłe dzieci mogą zmieniać świat. Wciąż jeszcze wierzę, że dorosłe dzieci potrafią się zjednoczyć. Tylko siły już brak.

– Ile ja mam ojczyzn? – pytam samą siebie. Chyba wiele. Jako mieszkanka Śląska Opolskiego i jako potomkini tych, których jestem potomkinią. – Ile ja mam ojczyzn? – pytam jeszcze raz. Może tylko jedną – literaturę.

Wciąż się zastanawiam, dlaczego dzieci muszą cierpieć za grzechy ojców, dziadów i pradziadów? Dlaczego dzieci nie mogą pielęgnować pamięci o bohaterstwie matek, babć i prababć? Dlaczego pękła wspólnota kobiet, które pomagały sobie nawzajem?

My, dorosłe dzieci, mamy internet. Mamy możliwości. Mamy serca po właściwej stronie. Może zmienimy świat?

Klasyczna pułapka, paradoks omnipotencji

fest

„Pierwsza selekcja trwa od narodzin do 18 roku życia. Samobójstwo popełnia do 40% zmodyfikowanych, reszta bez wyjątku trafia w ręce psychiatrów, którzy za wszelką cenę zatrzymują ich na tym świecie.

Potem jest druga, która trwa do 30 roku życia. Samobójstwo popełnia do 67% procent z tych, którzy przetrwali pierwszą, a reszta uzależniona od wszelkich leków przeciwbólowych, antydepresyjnych, alkoholu, narkotyków cierpi na potworne, nieuleczalne bóle głowy, halucynacje… Wielu choruje na ostrą schizofrenię.

Trzecia trwa do 40 roku życia, która jest maksymalną długością życia zmodyfikowanego… A wiesz, dlaczego tak jest? Powiem ci, Darek, bo nie można bezkarnie zbliżać się do Boga.

Ta modyfikacja odkrywa wszystkie granice i bariery, które ON postawił, by się od nas odgrodzić i daje złudną nadzieję, że da się je obejść. A ja… wciąż go widzę…

… pełnego obrzydzenia i niechęci do nas i wiem, że nigdy, przenigdy! nie pozwoli nam przekroczyć tych granic i zbliżyć się do siebie. Bo my nie jesteśmy jego dziećmi… nie kocha nas… Ta modyfikacja to przekleństwo i nigdy się nie przyjmie.

Każdy, kto ją przejdzie, skończy jak my… i chociaż wszyscy naukowcy… którzy przy niej pracują, dobrze o tym wiedzą, to dopuścili ją do sprzedaży, licząc, że komuś w końcu uda się złamać jego bariery.

Otumanieni wizjami gigantycznych zysków DURNIE w kitlach i korporacyjne cwaniaczki nie potrafią zrozumieć, że do tego, by złamać te bariery wpierw trzeba…

… zabić samego Boga! A to, słuchaj, bo to zabawne, może zrobić tylko inny Bóg! Klasyczna pułapka, paradoks omnipotencji. Rozumiesz już, dlaczego to robiłem?”

Zbigniew Tomecki, Gabriela Becla, Hiperneurostenia [w:] Fest. Antologia komiksów z województwa śląskiego, Piaseczno 2013, s. 94.

Urojona metarzeczywistość, czyli „Ostatnia rodzina”

ostatnia-rodzina

Byłam w kinie na „Ostatniej rodzinie”. Mistrzowski film!

Szczególnie kreacja Zofii Beksińskiej. Pewnie pisać o tym filmie będą mądrzejsi ode mnie, ja tylko chcę zanotować parę myśli na marginesie. Pierwsza radość: bardzo się ucieszyłam, gdy pojawił się na ekranie pierwszy obraz Beksińskiego, a był to akurat mój ulubiony obraz. (Który kiedyś – w zamierzchłych czasach licealnych – zainspirował mnie do napisania wiersza).

– Skąd Ci przyszło do głowy, że istnieją ideały? – pyta w pewnym momencie mama.
– Z książek, z filmów, z płyt – odpowiada syn.
Jak głębokie łączyły ich relacje, jak trudne, jak piękne. Ten układ: ojciec malarz – matka wszechstronny „duch opiekuńczy” – zbuntowany syn: był scalony, mało kto to chyba rozumie. Oni potrafili funkcjonować w jego obrębie, dla ludzi z zewnątrz to coś niezrozumiałego, gorszącego, ale i fascynującego. Geniusz malarski, geniusz kobiecy, geniusz syna szarpanego w różne strony…

Ten film pokazuje, jaką siłą jest rodzina. Także destrukcyjną. I nie ma tu prawidłowości.

A czasem – w życiu – jest na krzyż.
Jaka matka, taki syn.
Jaki ojciec, taka córka.

Odświeżyłam swoje konto na filmwebie. Postanowiłam częściej chodzić do kina i oglądać więcej filmów (zgodnie z tradycjami rodzinnymi). I wrócić do swoich zainteresowań związanych z fotografią i grafiką komputerową.

Mocno zapadła we mnie „Ostatnia rodzina”.

Wszechświat

„Myślę, że wszechświat jest bardzo ukierunkowany na świadomość, że nagradza inteligencję po części dlatego, że lubi, gdy ktoś docenia jego elegancję. A kimże jestem ja, jakiś epizod w dziejach, by mówić wszechświatowi, że on – albo moje postrzeganie go – jest tymczasowe?”

b333c416efeb8c841792b4adbdec5407

„Czułam, że mam dług wobec tego wszechświata, który mogę spłacić tylko swoją uwagą […]”.

∞ John Green, Gwiazd naszych wina ∞

Teresa Martin

t14

„Niezwykle wymownym jest fakt nadania tytułu Doktora Kościoła trzem kobietom, które właściwie nie miały wykształcenia. Katarzyna ze Sieny nawet pisać nie umiała, Teresa z Avili była oczytana, jednak nie ukończyła żadnej szkoły w dzisiejszym rozumieniu, Teresa od Dzieciątka Jezus posiadała jedynie podstawowe wykształcenie. Okazuje się, że mądrość i wielkość ewangeliczna nie muszą iść w parze z wykształceniem, chociaż nie są sobie przeciwne.

[…]

Nie był to jeszcze czas na zaliczenie kobiety w poczet Doktorów Kościoła. Pius XI odpowiedział dosłownie, że „obstat sexus” (przeszkodą jest płeć), gdy karmelitanki bose prosiły o nadanie tytułu Doktora swojej duchowej Matce, Teresie od Jezusa.

Sytuacja zmieniła się dopiero po Soborze Watykańskim II. W 1970 r. papież Paweł VI ogłosił Doktorami Kościoła dwie niewiasty: św. Teresę z Avila i św. Katarzynę ze Sieny.

Przy różnych okazjach Zakon Karmelitański podejmował zatem ponownie tematykę doktoratu Świętej z Lisieux. W 1991 r. oficjalną prośbę w tej kwestii skierowała do Ojca Świętego Jana Pawła II Kapituła Generalna. Potem wpłynęły do Stolicy Apostolskiej podobne prośby od 44 Konferencji Biskupów, tysięcy chrześcijan, kapłanów i teologów ze 107 krajów”.

„Twarz jest odbiciem duszy”.

„Święta z Lisieux jest najmłodszym przedstawicielem szacownych Doktorów. Gdy umiera w Karmelu w Lisieux ma zaledwie 24 lata i niespełna dziewięć miesięcy. Obecna jest w wielu dziedzinach życia dzisiejszego Kościoła i świata. Wywiera swój wpływ na świętych i na grzeszników, na teologów i na filozofów, na duchownych i na świeckich, na prostych ludzi i na artystów, na chrześcijan i na wyznawców innych religii”.

Dziś jest święto, rocznica. Polecam klikać w symbole nieskończoności, odsyłają do ważnych tekstów.

„Guadalupe jest przywódczynią gangu w niebie”

Guadalupe, La nuestra Señora, nasza Święta Matka
jest przywódczynią gangu w niebie.

Wiem na pewno, że jest Pachuca
i nosi znak La loca na swej dłoni.

Guadalupe jest przywódczynią gangu w niebie,
wiem to, pochodzę przecież z tych,
co jedzą bez widelców – używają tylko noży.

Pochodzę z tych, co siedzą na krawężnikach,
gapiąc się na parkujące samochody.

Pochodzę z tych, co wyciągają krzesła
na sam środek chodnika
i siadają na nich, cały dzień wpatrując się w słońce
bez mrugnięcia powieką.
Twierdzą, że to dobre lekarstwo dla ich oczu.

Dziewica Maryja jest przywódczynią gangu w niebie.
Jest Aniołem Piekieł, który jeździ na harleyu.
Wiem to, bo moi ludzie
uważają, że smar osiowy to woda święcona.
Odprawiają sobotnie msze
na garażowych podjazdach,
a silnik jest ich ołtarzem.
Klękają i modlą się cały dzień,
odprawiając chrzest olejem silnikowym,
a podeszwy ich butów
zawsze śmierdzą benzyną.
Pochodzę z ludzi, według których spowiedź
jest absolutną koniecznością
na moment przed zderzeniem czołowym.

Guadalupe jest przywódczynią gangu w niebie,
wiem to na pewno,
bo to ja pochodzę z tych,
dla których ważna jest abuelita.
Kiedy powiesz jej o musicalu Grease,
zacznie biegać w kółko niczym wiewiórka
w porozciąganych skarpetkach
i wrzeszczeć, że słyszała od swej wnuczki
o tym świetnym nowym filmie El vaselino.

[…] Pochodzę z ludzi, którzy nocą
wzywają pradawnych, ześlizgując się w sen,
aby w naszych sypialniach opowiadali nam stare prawdy.
Mówią nam, że opowieści Hiszpanów
zakrywają jedną wielką rzeź na naszym ludzie
i że opowiadane przez cudzoziemców historie
o naszych ofiarach z ludzi to kłamstwo.
Zawsze ceniliśmy życie.

Conquistadores źle zrozumieli naszą największą opowieść
o wielkim duchowym wojowniku
zabitym przez tych, którzy nie mogli znieść
jego pełnego miłości blasku.
W opowieści mordercy wycięli jego serce,
a ciało wrzucili do cenote,
świętej studni.
Zginął, został spalony i pogrzebany.

W naszym wielkim micie zmartwychwstał po trzech dniach
i jak mówią starzy w mojej rodzinie:
„Czy to ważne, po czyjej był stronie? Był Bogiem”.

[…] Jestem Meksykanką z urodzenia, Węgierką,
Szwabką i Rumunką z wychowania.
Guadalupe zaś opiekuje się
głupcami takimi jak ja… tymi, którzy przemierzają pustynie
rozmaitego rodzaju, niosąc ze sobą jedynie pusty pojemnik na wodę
i parę własnych umęczonych nóg potykających się,
podążających w kierunku wschodzącego słońca.
Opiekuje się nami, którzy za ochronę
mamy jedynie niewielką mapkę w dłoni,
z siatką niebieskich i czerwonych autostrad,
służy nam ona za sombrero chroniące nasze głowy przed upałem.

[…] Nocą na pustyni widać niebieskie tylne światła jej samochodu,
gdy przemierza ją na czwartym biegu,
szukając dusz takich jak my.

A ja modlę się do niej,
modlę się do niej,
wołam do niej, Mío DíoDío Mío,
bo jest najsilniejszą kobietą, jaką znam.

Clarissa Pinkola Estés, Oswobodzenie Silnej Kobiety, Poznań 2016, s. 55-60 (pogrubienia moje).

„Dlatego, Petra, dziś nie możesz wizy dostać”…

http://piosenkaztekstem.wrzuta.pl/audio/2zzSHsFBwoc/przemyslaw_bogusz_-_petra_prochazkova

W trzech językach wołają Cię przez sen fis Cis
Gdy się obudzą, nauczone, tłumią płacz Cis fis
Wyjechałaś, nie wróciłaś, tyle wiem E h
A nad Pragą, podawali, dzisiaj mgła A E fis
Baterie w radiu oszczędzam na serwisy
Mówiłaś: zawsze będzie bronił nas mój kraj
Więc im nie wierzę jeszcze, choć już tutaj przyszli
Zapomnij Petrę – rzekli – dziś nad Pragą mgła
Nim na obrazku rysowanym kredką z darów
Zamiast latawca znów zobaczę czołgu kształt
Wróć! A nim coś powiesz tam, dwa razy się zastanów
Praga daleko stąd, a zawsze blisko mgła
Na tej spalonej ziemi nic ma nie pozostać
Prócz ludzi-zwierząt, co nie wierzą w inny świat
Dlatego, Petra, dziś nie możesz wizy dostać
My tu, ty w Pradze, a nad Pragą mgła
Dlatego, Petra, dziś nie możesz wizy dostać A E
My tu, ty w Pradze, a nad Pragą mgła e D E fis

E.B. White

Dziś rocznica śmierci amerykańskiego pisarza E. B. White’a. Stworzył podręcznik poprawnego pisania po angielsku. Pisał także książki dla dzieci.

W Polsce znany jest „Stuart Malutki” i „Pajęczyna Szarloty”.

E. B. White w 1978 roku dostał nagrodę Pulitzera za całokształt twórczości.

Weiße Rose (Biała Róża)

gruppenbild-weisse-rose-stiftung

Myślę o Białej Róży.

To studencka grupa antynazistowskiego ruchu oporu działająca w czasach III Rzeszy. Członkowie wyznawali ideały chrześcijańskie i postawili sobie za zadanie obalenie systemu nazistowskiego metodami pokojowymi.

Białą Różę tworzyło 5 osób: Hans Scholl, Sophie Scholl, Christoph Probst, Alexander Schmorell, Willi Graf. Szóstym członkiem i liderem grupy został profesor Kurt Huber.

Najbardziej fascynuje mnie Sophie Magdalena Scholl, która dorastała w mieście Ulm. W 1940 roku zaczęła zdobywać doświadczenie z pedagogiki wczesnoszkolnej. W 1942 roku podjęła studia z zakresu biologii i filozofii. W trakcie ferii międzysemestralnych została zmuszona do pracy w jednym z zakładów zbrojeniowych w Ulm.

Jej brat studiował medycynę na Uniwersytecie Ludwiga Maximiliana w Monachium, a Sophie właśnie dzięki niemu przyłączyła się do studenckiej grupy ruchu oporu.

Jej listy i notatki ukazują młodą kobietę wrażliwą na piękno natury i ludzkie nieszczęście. Często pojawia się tam cytat Jacques’a Maritaina, który pisze, że trzeba posiadać twardego ducha i miękkie serce.
W swoim dzienniku Sophie Scholl zajmowała się intensywnie tematem harmonii duszy.

Ich merke, dass man mit dem Geiste (oder dem Verstand) wuchern kann, und dass die Seele dabei verhungern kann.
Zauważyłam, iż można posiadać żywego ducha (lub umysł), ale jednocześnie dusza może umierać z głodu.

Któregoś wieczoru podczas zabawy tanecznej Sophie poznała Fritza Hartnagla, syna przedsiębiorcy z Ulm. Mieszkali kilka tygodni razem w Weimarze, w czasie gdy Fritz pełnił tam funkcję oficera szkoleniowego.

W 1943 roku wszyscy członkowie Białej Róży podczas procesu pokazowego przed Trybunałem Ludowym zostali skazani na śmierć przez ścięcie. Wyrok wykonano.

Fritz Hartnagel dowiedział się o egzekucji Sophie w szpitalu wojskowym we Lwowie. W ostatniej chwili został wywieziony samolotem z rejonu walk pod Stalingradem. Przeżył wojnę, ożenił się z siostrą Sophie Elizabeth i do swej śmierci był zaangażowany w działalność pokojową i antyatomową.

Grób Sophie Scholl znajduje się na cmentarzu Friedhof am Perlacher Forst w Monachium. Jest pochowana wraz z bratem Hansem, obok spoczywa Christoph Probst. Na uniwersytecie monachijskim znajduje się wiele miejsc upamiętniających rodzeństwo Schollów. Stali się oni symbolem braterstwa i humanizmu.

Szósta ulotka Białej Róży trafiła do rąk Niemców inną drogą niż przewidywali jej autorzy. Inny opozycjonista: hrabia Helmut von Moltke, który był związany z tak zwanym Kręgiem z Krzyżowej, przekazał swoimi kanałami treść ulotki na Zachód. Parę miesięcy po śmierci Schollów alianckie samoloty zrzuciły ją nad Rzeszą w milionach egzemplarzy jako MANIFEST MONACHIJSKICH STUDENTÓW.

Sophie Scholl żyła 22 lata. Chciałabym, by jej ofiara i ofiara pozostałych członków Białej Róży nie poszła na marne, by Niemcy uczcili ich jak bohaterów. Którymi przecież byli.

Rana

„Następnym przystankiem w moich poszukiwaniach dawców niespokrewnionych był Nowy Jork. Rana Simunovich przyjechała zobaczyć się ze mną z pobliskiego New Jersey.

[…] teraz Rana ma dwadzieścia siedem lat i próbuje mi objaśnić swój akt altruizmu.
– Zawsze taka byłam, lubię dawać – mówi.
Ale gdy zapragnęła oddać komuś nerkę, rodzice przestali się dobrodusznie uśmiechać. Rozzłościli się nie na żarty, zagrozili nawet, że ją wydziedziczą. Mimo to wytrwała w swym postanowieniu. Przeszła zabieg w listopadzie 2004 roku. Nerka trafiła do Olgi, z którą Rana spotkała się dopiero po operacji. Olga była dializowana od dziesięciu lat i pół roku po przeszczepie nadal nosi maskę chirurgiczną – z panicznego strachu przed infekcją. Drży na samą myśl, że przeszczep mógłby się zmarnować.

[…] Rana jest zgrabna, choć poskarżyła mi się, że po zabiegu przytyła. Patrząc na tę atrakcyjną młodą kobietę o długich, gęstych kasztanowych włosach, zielonych oczach i pięknym uzębieniu, pomyślałam sobie, że martwi ją także blizna po laparoskopii. Nie wspomniała jednak o bliźnie – ciekawe, czy nie traktuje jej jak odznaki honorowej […].

– Słabym pomogą, ale silnym nie – powiedziała Rana.
Bo Rana jest silna. Największą przeszkodą w jej planach ofiarowania nerki okazała się rodzina. Wszyscy krewni – a jest ich sporo – sprzeciwili się decyzji Rany […]. Z trzynaściorga wnucząt sprzeciwiła mu się akurat jego ulubienica; maleńka Rana została czarną owcą.

[…] Rana wyszła jednak z tych zmagań z bliznami. Z jednej strony opowiada o wszystkim z humorem i szerokim uśmiechem na twarzy, z drugiej odnoszę wrażenie, że nie tylko musiała stoczyć ciężką walkę, ale i czuła się w tej sytuacji bardzo wyobcowana.

[…] Rana została jednak sama ze swoją decyzją: nawet znajomi uznali, że postradała zmysły, a jej chłopak Alex wpadł w istną furię na wieść, że zamierza poddać się operacji w święta Bożego Narodzenia.

[…] Siedząc i popijając z nią herbatę, zrozumiałam, że Rana jest pierwszą z napotkanych dotychczas osób, które ofiarowały komuś nerkę bez wsparcia z niczyjej strony. Jak ta dziewczyna to zniosła? Nie wiem, jak zachowałabym się na jej miejscu.

[…] Pozostało ją tylko podziwiać. Na pierwszy rzut oka nie sprawiała wrażenia kobiety tak silnej, upartej i zdeterminowanej. Roztaczała wokół siebie aurę ciepła, szczerości i otwartości – z pozoru zdawała się bardzo delikatna.

[…] Słuchając Rany, zdałam sobie sprawę, że rodzina troszczyła się nie tylko o jej zdrowie. Rana okazała im nieposłuszeństwo. Jej indywidualizm uznali za przejaw buntu, ściślej biorąc, kobiecego buntu. Zinterpretowałabym to w kategoriach konfliktu między tradycyjną kulturą patriarchalną a swobodnym, amerykańskim stylem życia. Rodzina poczuła się osłabiona, tracąc kontrolę nad życiem młodej, wyemancypowanej kobiety. Rana wyraziła łagodny sprzeciw: oświadczyła mi z prostotą, że ma inne zdanie w tej kwestii. Nie próbowała się jednak kłócić.

– A inni? – spytałam. – Ludzie patrzą na ciebie z dołu, z góry, czy jedno i drugie?
– Niekiedy mam wrażenie, że widzą we mnie kogoś lepszego i źle się z tym czują. Czasem jednak patrzą na mnie z góry, jakbym była niezrównoważona psychicznie.

[…] U źródeł hojności i przemyślanych decyzji Rany tkwi poczucie własnej straty. W krótkich odstępach czasu odeszło sześcioro członków jej rodziny.

– […] Byłam absolutnie świadoma, że ratuję komuś życie, i chciałam to zrobić. Chciałam jeszcze przed śmiercią uczynić coś, co przełoży się bezpośrednio na życie innej osoby.

– [Olga] Przyjęła mój dar z niebywałą wdzięcznością, i wcale jej się nie dziwię, skoro przeżyła poprzednich dziesięć lat na dializach. […] Jest taka szczęśliwa. – Rana opowiada z przejęciem: – Nie wiesz, dokąd trafią ofiarowane przez ciebie pieniądze i krew. Nie wiesz, ile dobra komuś wyświadczyłaś. Pomogłaś, ale nie masz na to żadnego dowodu. Pieniądze nie leczą, pomoc finansowa jest tylko doraźnym rozwiązaniem. Ofiarowanie nerki ma bezpośredni wpływ na czyjeś życie.

Tak więc – dzięki Ranie – Olga zajada się w najlepsze zupą Campbella. Nie wszyscy wiedzą, że pierwszą namacalną korzyścią z posiadania nowej nerki jest możliwość normalnego jedzenia i picia. […] Potem uświadamiasz sobie, że znów rozpiera cię potężna energia. Powoli zaczynasz doceniać zmiany, jakie zachodzą w twoim organizmie, czujesz w sobie siłę, wiesz, że żyjesz. Wkrótce zapominasz, że co drugi dzień czekał cię wielogodzinny zabieg hemodializy, zapominasz o wyczerpaniu, bólach głowy i depresji.

Spytałam Ranę, jak czuję się teraz, odkąd pogodziła się z rodziną.
– W porządku, jestem szczęśliwa – odparła z uśmiechem. I tak być powinno”.

Slavenka Drakulić, Ciało z jej ciała. O banalności dobra, Warszawa 2008, s. 102-115.