Eustachy Rylski, „Po śniadaniu”

Zbiór liczy siedem esejów. Co je łączy? Odpowiedzi nie trzeba szukać daleko, leży ona w zasięgu ręki, w pierwszym akapicie przedmowy. Otóż utwory spaja osoba nie byle jakiego czytelnika, za takiego bowiem autor się uważa. Możemy się więc domyślać, że tematem będzie literatura pojęta intymnie, przeżywana intensywnie, słowem — ważna. Nieustannie lub na jakimś etapie życia.

O ile gloryfikacja „Dżumy” (zdaniem eseisty najdumniejszej powieści XX wieku, mającej odwagę wymierzać światu sprawiedliwość) i wielki ukłon w stronę André Malraux mnie nie urzekły, to zrobiły to fragmenty dotyczące opowiadania Iwana Turgieniewa „Jermołaj i młynarka” (z „Zapisków myśliwego”). Pojawia się tam żona młynarza, piękna Arina Timofiejewna. O oczach dużych i smutnych.

Arina Timofiejewna należy do kobiet, co za różnica w życiu czy literaturze, które wzbudzają wzruszenie i czułość przed pożądaniem, tym mocniej, że pisarz nam jej nie opowiedział, on ją tylko mistrzowsko, bo najprościej jak to możliwe, zaawizował. Dziewczyna przemyka wraz z rzecznym, nocnym oparem, zamknięta w kilkunastu pytaniach i odpowiedziach, w dwóch, trzech gestach, gorącym spojrzeniu, natychmiast powściągniętym żalu, jakimś urwanym wspomnieniu, na tyle jednak sugestywnych, by natura czuła ją zapamiętała, a tępa przeszła mimo.

[…] Takie jest wobec Ciebie, Arino Timofiejewna, moje postanowienie. Bo łączył nas pewien rodzaj zewnętrznej i wewnętrznej kruchości, dumnego osamotnienia, niewymuszonego przez żadne moce świata wyobcowania, bo byliśmy bytami subtelnymi, łatwymi i niemożliwymi jednocześnie do poranienia, bo jeśli w książkach znajdowaliśmy bratnie dusze, to znaczy dusze na wyłączność, to najmilsza Arina Timofiejewna właśnie nią była.

Życie podpowiedziało mi jednak, że do czasu.

Do czasu. Do lata 1990 roku. Pisarz znalazł się wtedy na Wołdze. Któregoś dnia zasiadł do kaukaskiego koniaku z Rosjaninem z sąsiedniej kajuty i pewnym Tatarem. Zaczęli rozmawiać o bohaterkach literackich. Padały różne imiona, Arina jednak się nie pojawiła. Przywołał ją na końcu eseista, dumny z pilnie strzeżonego skarbu, pewny, że nikt o niej nie czytał, a jeśli czytał, to nie zapamiętał, a jeśli zapamiętał, to zapomniał. Jakby była (napisana) wyłącznie dla niego. Potem stało się. Tatar zapytał, czy chodzi o młynarkę. Zafascynowanego Ariną mężczyznę ukłuła nagle zazdrość, odniósł wrażenie, że zdradziła go kobieta z krwi i kości. Poczuł się ograbiony. Od tego momentu zawsze omija opowiadanie „Jermołaj i młynarka” podczas przeglądania „Zapisków myśliwego”.

Jeszcze na dwa spostrzeżenia chciałabym zwrócić uwagę (dotyczą one tworzenia własnego tekstu i odbierania cudzego). Po pierwsze — strategia pisarska, ujawnianie warsztatu. Autor zdecydowanie odrzuca formułę „widzę, więc opisuję”, stosuje się raczej do takiej, którą można określić słowami „opisuję, więc widzę”. Przedkłada wyobraźnię i intuicję nad doświadczenie. Nie chce czerpać z życia. Woli fantazję. Czy możliwe jest zupełne odcięcie się od rzeczywistości?

Po drugie — reakcja na dzieła innych. Eseista twierdzi, że najwyżej w hierarchii jego literackich wrażeń stoi potwierdzenie. Odkrycia nie są tak istotne, jak odnajdywanie w słowach tego, o czym już się wie lub co zdążyło się przeczuć. A może inaczej — nic nie jest tak naglące, jak szukanie tego, czego nie potrafi się wyrazić. Jeszcze albo już.

(Z „Jermołajem i młynarką” można zapoznać się tutaj. Opowiadanie otwiera tak piękny opis lasu, że od dzisiaj uparcie będę twierdzić: „nikt nie potrafi tak pisać o lesie, jak Turgieniew!”).

Eustachy Rylski, Po śniadaniu, Warszawa 2009.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: