Halldór Laxness, „Czysty ton”

„Czysty ton” islandzkiego noblisty to powieść o dojrzewaniu (niepozbawiona wątków autobiograficznych). Alfgrimur snuje historię swojego życia — opowiada o dzieciństwie spędzonym w chatce z torfu u Björna z Brekkukot, czasach edukacji szkolnej, wyruszeniu w szeroki świat. Chce wszystko rzetelnie zrelacjonować, w tym celu wspomina nawet o Jonie z Murowanej Chatki, bez tego bowiem szczegółu opowieść stałaby się niekompletna. Jednocześnie ostrzega czytelników, że nie mają spodziewać się tematów szczególnie interesujących ani materiałów do bohaterskiego eposu, ot, będzie to raczej rodzaj kroniki, kilka rysów, parę przeżyć i obserwacji. Dowiadujemy się na przykład, że kiedyś chłopiec myślał tak: w zegarze mieszka jakiś zwierz i nazywa się wiecznością, albo śmiejemy się ze sposobu „zarabiania”, na który wpadł z kolegami. W Islandii za przekroczenie ogrodzenia z drutu kolczastego groziła grzywna dziesięciu koron. Pewnego dnia chłopcy taki drut zaczęli przeskakiwać. Ponieważ nie było świadka ich wybryków, żaden nie musiał płacić kary. „Czysty zarobek”. Skoro jeden skok wart jest dziesięć koron, to kilkanaście skoków daje już znaczną kwotę. Wieczorem młodzieńcy chlubili się „posiadaniem” sum, wystarczających do wykupienia tysięcy islandzkich cukierków. Prawda, że sprytne?

Życie narratora nie obfitowało w wielkie przygody. Otaczali go jednak ciekawi ludzie. Chata Björna była otwarta dla każdego, wszystkich witano z milczącą aprobatą, bez zdziwienia i nadmiaru słów, w spokojnej zgodzie na porządek losu. Jeśli istnieją tacy, którzy potrafią „pogodzić się ze światem” (sformułowanie Edwarda Stachury), to śmiało można do nich zaliczyć dziadków Alfgrimura.

Ale w odróżnieniu ode mnie Björn nie myślał o przyszłości i dlatego właśnie nie znalazłby się nikt biedniejszy od niego na całym wybrzeżu. Do dziś podobno progu jego domu nie przestąpił nigdy jeszcze żaden bogacz, przyjeżdżają do niego same łapserdaki, kramarze, włóczędzy i ci, co chcą emigrować do Ameryki. Ale ten Björn był zawsze porządnym człowiekiem, dobrze to pamiętam.

Jeśli ktoś jest ciekaw, jak wygląda pan Laxness, który w „Czystym tonie” odmalował zapomniany zakątek Islandii, gdzie zapach ryb miesza się z zapachem melancholii, po ulicach oprócz dobrych ludzi snują się też zupełnie irytujący, a w tle pobrzmiewają echa dawnych sag, może sobie zerknąć tutaj. Uświadomiłam sobie właśnie, że lubię błądzić po stronach, utworzonych w nieznanym mi języku. To jak wędrówka po powierzchni tajemnicy bez zamiaru zgłębiana jej, kaprys bezinteresownej ciekawości.

Halldór Laxness, Czysty ton, tłum. M. Wisłowska, Warszawa 1966.
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: