Zwierciadło na wysypisku

„Martin się krępuje. Marszczy brwi. Spuszcza głowę, pociera czoło, nie wie, gdzie się podziać, nerwowo się rozgląda. Nagle przychodzi mu do głowy zbawienna myśl:
— Panie Balla! Już pan dokończył książkę?
— Jaką?
— No, książkę.
— Dokończyłem.
Starszy pan natychmiast zapomniał o kwestii łóżka i manekina czy ewentualnie trupa, cieszy się, że ktoś przejawił zainteresowanie jego twórczością. I już idzie do budy, i spośród sterty gratów wyławia solidne tomisko: nieźle się pod tym ciężarem ugina, księga przygniata go, dosłownie. Wielkie dzieło! Co najmniej tysiąc stron.
— Popatrz, młody… dniem i nocą nad nią ciężko… No i skończyłem!
— I o czym to jest?
— O życiu.
— Szkoda. Nie lubię takich książek. Mnie by się na nic nie przydała. Ja to raczej próbuję się od życia uwolnić, przebudzić się z tego złego snu, rozumie pan? Przebudzić się i odetchnąć z ulgą: tfu, ale mi się świństwo śniło!
Lecz mimo tego, co powiedział, Martin sięgnął po dzieło i zaczął je wertować: tekst jest wystukany tylko na lewych stronicach księgi, prawe tworzą zwyczajne lusterka w wąziutkich ramkach.
— Jak to rozumieć? Po co one? Żeby dało się czytać na wspak? To jakaś czarna magia?
Balla odrzekł zaś, że zwierciadła wiernie przedstawiają widzialną rzeczywistość, że to najczystszy realizm! Odbicie wszystkiego, co widać, wolne od subiektywnej selekcji. Jest tam wszystko, co jest. W danym przypadku przede wszystkim śmietnisko. Tekst jest komentarzem do odbijanej rzeczywistości albo, dokładniej, jest tylko strukturą, pewną definicją podstawowych związków pomiędzy elementami realności. Mówi o tym, co te wszystkie odbite w lustrze rzeczy mają ze sobą wspólnego. Więc jak się w zwierciadle odbicie śmietniska złączy z odbiciem tekstu, który jest z lewej strony książki, powstanie coś jakby podstawowa zasada tego, co tu, w chaotycznej, jeszcze niewyjaśnionej realności, oznaczone jest jako wysypisko”.

Podczas czytania tego fragmentu przypominały mi się obrazy z pięknej gry „Machinarium”, w której mały robot rozpoczyna swą wędrówkę na wysypisku właśnie.

Balla, Niepokój, przeł. J. Bukowski, Sejny 2008, s. 24-25.
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: