Erich Maria Remarque, „Noc w Lizbonie”

Dlaczego ludzie opowiadają historie ze swojego życia? Szukają potwierdzenia? Chcą, by inni ich zrozumieli, czy sami w trakcie mówienia pragną coś zrozumieć?

Podczas czytania „Nocy w Lizbonie” pomyślałam sobie nagle, że autor na pewno był emigrantem, inaczej nie potrafiłby tak pisać o wykorzenieniu, ucieczce i czujności, której naucza strach. Sprawdziłam — po dojściu Hitlera do władzy Remarque został pozbawiony niemieckiego obywatelstwa i lata II wojny światowej spędził w USA. Wiem, wiem, że między autorem a fikcyjną osobą wypowiadającą się w utworze nie należy stawiać znaku równości, jednak to właśnie autor, sam zanurzony w jakimś świecie, tworzy powieściowy świat i cząstki tych rzeczywistości mogą się przenikać.

„Noc w Lizbonie”. Rok 1942. Jakiś człowiek w porcie patrzy na rzęsiście oświetlony statek, który jest wybawieniem, bo płynie do Ameryki. To ostatnia szansa ucieczki. Mężczyźnie kończy się zezwolenie na pobyt w Portugalii, gotówka i nadzieja. Bilety na parowiec pasażerski dawno już zostały wyprzedane. Zresztą ani on, ani Ruth nie mają wiz. Niespodziewanie zaczepia go mężczyzna i oferuje, że odda dwa bilety na statek. Pod jednym warunkiem. Nie chce być sam tej nocy i musi opowiedzieć swoją historię. O emigracji, nieustannej ucieczce, żonie Helenie, miłości, śmierci i czasie.

Wie pan,  czas to bardzo cienka śmiertelna nalewka, podawana nam tak powoli, że wydaje się nieszkodliwa. Z początku ożywia i pozwala nawet uwierzyć, że jesteśmy prawie nieśmiertelni, ale gdy kropla po kropli i dzień po dniu z każdą kroplą staje się silniejsza, zamienia się w kwas, który zatruwa i rozkłada krew. Nawet gdybyśmy chcieli odkupić młodość za lata, które mamy jeszcze przed sobą, nie moglibyśmy tego zrobić, gdyż kwas czasu nas zmienił i powstał nowy związek chemiczny, chyba że zdarzyłby się cud [s. 109].

Józef Schwarz (gotów oddać bilety) musiał z kimś porozmawiać, a nie znał w Lizbonie nikogo. To dla niego tak istotne, bo podczas konwersacji zdarzenia na nowo ożyją w jego pamięci, staną się jasne i pozostaną. Obcemu człowiekowi mógł wyznać wszystko bez skrępowania. Wiedział, że twarz ukochanej osoby w nim samym zwietrzeje i zostanie sfałszowana, dlatego postanowił wydobyć ją z siebie i pozostawić poza sobą.

Dlatego to panu opowiadam. Pan zachowa ją w pamięci, u pana nic jej nie grozi. Pańska pamięć nie będzie próbowała jej wymazać, żeby pana uratować, jak moja [s. 137].

Opowiada całą  noc. Noc, szczodrze obsypaną baśniowymi, lizbońskimi, zwielokrotnionymi przez Tag światłami. Noc — siłę obezwładniającą (jeśli ktoś mówi „nie chciałbym być sam tej nocy”, czego się boi?). Noc, która słucha słów, jakich nigdy nie usłyszy dzień.

Erich Maria Remarque, Noc w Lizbonie, przeł. R. Wojnakowski, Poznań 2010.
Advertisements

2 thoughts on “Erich Maria Remarque, „Noc w Lizbonie”

  1. Przypomniała mi się pewna rozmowa.
    – Przeczytałam ostatnio „Noc w Lizbonie”.
    – To przeczytaj też „Łuk Triumfalny”, spodoba Ci się jeszcze bardziej.
    – Skąd wiesz, skoro nie czytałaś „Nocy w Lizbonie”?

    :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: