Zapach gnijącego zboża

„No i stało się — dostał kolanem w brzuch, potem cios w szczękę przewrócił go na ziemię… Ale prawdę mówiąc, wszystko to było trochę niezgrabne. Biłem przecież pierwszy raz.

Pyta pan, co wtedy czułem? Czułem zapach gnijącego zboża.

Zauważył pan chyba, że u oprawcy rozszerzają się nozdrza. Nie, nie wciągają one zapachu, chociaż aromat jest konkretny… bardziej konkretny niż może to ująć język swoimi określeniami: balsamiczny, cierpki, drażniący, delikatny, wstrętny, orzeźwiający… każdy rodzaj okrucieństwa posiada swój zapach, lecz mogę panu opisać tylko mój własny, ponieważ zapach powstaje w nas samych i jest, jak sądzę, pewnym napięciem w mózgu, napięciem pierwotnym w stosunku do układu nozdrzy. Krótko mówiąc, wierci w nerwach, a nie w nosie. Powie pan, że w takim razie został nam dany. Zgoda. Został dany — wszystkim. I całe szczęście, że ja w chwili uderzania poczułem się tak, jakbym zarył głową w śmierdzącym stogu spleśniałego zboża. Już nigdy potem nie doznałem takiego obrzydzenia — nie doznałem, więc mogę śmiało twierdzić, że wtedy jedyny raz w mym życiu dopuściłem się okrucieństwa. Lecz pan, proszę wybaczyć, może stojąc nad swym pierwszym Plewą — poczuje zapach żywicy spływającej po rozgrzanej korze, by w oddali wypełnić niszę doliny łanem bursztynowego zboża. I powrócić…”

Jan Komolka, Ucieczka do nieba, Londyn 1997, s. 142-143.
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: