Teodor Parnicki, „Tylko Beatrycze”

Wyobraźmy sobie pewien eksperyment. Istnieje książka, którą możemy oznaczyć jako X. Dziesięć osób tę książkę czyta i pisze dość obszerny tekst o tym, o czym owa książka jest (kolejne teksty opatrujemy literami alfabetu: A, B, C, D, E, F itd.). Następnie teksty trafiają w ręce dziesięciu pisarzy mających zrekonstruować na ich podstawie X. Powstaje dziesięć nowych książek. Jak kształtowałyby się relacje między dziełami powstałymi a dziełem pierwotnym? W jakim stopniu ogniwa pośrednie wpływałyby na ukierunkowanie uwagi piszącego? Załóżmy, że autor tekstu A jest wielbicielem czekolady, więc skupia się głównie na motywie czekoladowego ciasta w swojej pracy. Czy należy mu się nagana za znaczne zawężenie problematyki utworu X do jednego wątku, czy wręcz przeciwnie — pochwała za wydobycie z niego czegoś najcenniejszego dla siebie, żywego? Idźmy dalej. Pomyślmy o upływającym czasie, mijających wiekach. Książka X zaginęła. Zostały tylko teksty A, B, C itd. Czy można na ich podstawie przedrzeć się do X-a? Zyskać jakiś jego mglisty zarys? A teraz wyobraźmy sobie jeszcze, że X to rzeczywistość miniona (pomijam tu wszystkie kwestie związane z utożsamieniem rzeczywistości z utworem spisanym, uporządkowanym), teksty to materiały źródłowe, a jednym z przedzierających się pisarzy jest Teodor Parnicki.

Mógł zostać pisarzem niemieckim (urodził się pod Berlinem, był obywatelem Niemiec) lub pisarzem rosyjskim (gdy miał trzy lata, jego rodzina wyjechała do Rosji), został jednak pisarzem polskim (polskie korzenie — dziadek August pochodził z Wielkopolski). Co było jednym z impulsów do pisania w tym języku? Składnia (kto by pomyślał?). W pewnym wywiadzie Parnicki powiedział, że niesłychanie zafascynowała go polska składnia, budowa zdania, w szczególności złożonego, z jego różnymi możliwościami: zdaniami podrzędnymi czy współrzędnymi.

A przeciwieństwa dają się uwypuklić najlepiej, jeżeli osiągasz w zdaniu największe możliwe uściślenie i zwięzłość [s. 107].

Pisarz przez wiele lat rozpoczynał dzień od przepisywania dzieł polskich autorów: Reja, Górnickiego, Orzechowskiego, Żeromskiego, Nałkowskiej, Andrzejewskiego. Z Sienkiewiczem polemizował twierdząc, że wprawdzie nie ma nic przeciwko pokrzepianiu serc, ale wolałby raczej pokrzepiać mózgi. W „Tylko Beatrycze” pojawia się ciekawe sformułowanie — „walka na umysłów giętkość”. Rozmowy, które prowadzą bohaterowie, są taką właśnie walką.

Twórca wcześnie przeszedł lekcję relatywizmu ukazywania historii w literaturze. Za młodu czytał powieści przygodowe o wojnach francusko-angielskich w Ameryce Północnej. Uświadomił sobie wtedy, że w zależności od osoby autora „dobrzy” Indianie to ci, którzy wspierają Anglików, lub ci, którzy wspierają Francuzów. Jeszcze ważniejsza była lektura „Trylogii”. Znana z rosyjskich powieści o wojnach polsko-kozackich w XVII w. podła i przebrzydła szlachta polska zmieniła się nagle w zbiorowisko świetlanych bohaterów. Historia podlega presji konwencji, ideologii, jest wytworem ludzkiego umysłu.

Parnicki udowadnia, że badacz historii musi stać się filologiem, aby wobec nieosiągalnego odniesienia słowa, mógł studiować formy zapisu i tropić odciski cielesnej, piszącej ręki oraz kierującego nią umysłu. Stara się w ten sposób natrafić na ślad podmiotu, który w błędzie lub kłamstwie zaznaczył jakiś fragment własnej tożsamości [s. XLVI].

Nie chodzi tylko o język. Jedynymi śladami rzeczywistych zdarzeń i osób są źródła. To ślady często fałszywe, stronnicze, zbyt fragmentaryczne, by na ich podstawie w sposób pewny rekonstruować przeszłość. Rzecz w tym, że stanowią zarazem jedyną możliwość kontaktu z nią. Parnicki prez pięć lat zapoznawał się z materiałem historycznym przed napisaniem „Tylko Beatrycze”. Jego metodą pisarską jest jątrzenie pytań, mnożenie wątpliwości i udzielanie odpowiedzi, które odpowiedziami wcale nie są. Główny bohater powieści historycznej „Tylko Beatrycze” to Stanisław. Rozmawia on najpierw z mnichami, którzy mają zostać spaleni (wybuchł bunt chłopów moskich). Chce, by przekonali go, że są warci ocalenia. Naderemno. Potem przenosimy się na dwór papieski do Awinionu (akcja dzieje się w XIII/XIV w.). Stanisław sam stawia się przed sąd.

Inny obraz. Jest noc. Czternastoletni chłopczyk brnie boso przez śnieg w kierunku Rogoźna. Boi się, że zjedzą go wilki. Ma ważne zadanie do spełnienia — przekazanie ostrzeżenia przed zamachem na króla Przemysła II. Nagle pojawiają się dzieci. Rzucają w niego śnieżkami. Dwie kule, rzucone przez dziewczynki, ugodziły go szczególnie boleśnie. Jedna w oko, druga w szyję. Nagle niższa dziewczynka (o przepysznych łukach brwi ciemnych i wąskich stopach) zaczyna płakać, zdejmuje pończochy, podbiega do chłopca i całuje go w szyję. To Reiczka. Ryksa Elżbieta, późniejsza królowa czeska i polska. To Beatrycze.

A może Stanisław wszystko to sobie zmyślił?

Podczas lektury powieści nie można ufać słowom postaci. Łgają. Podporządkowywują wypowiedź własnym interesom. Chowają się za słowami. Czasami myślałam sobie: „ach, więc to tak było, taka jest prawda”, a następny akapit z prawdy czynił złudzenie.

Nieraz złudzenie to skarb tysiąckroć droższy niż bogactwo [s. 405].

Pobudzającą ciekawość zagadkę stanowi pytanie o to, kto jest ojcem Stanisława. Przemierzałam tekst wytrwale, żeby wreszcie się dowiedzieć. I skąd się dowiedziałam? Skąd? Z przypisu. Niczego się nie spodziewałam, to znaczy spodziewałam się uściślenia historycznego, ale nie rozwiązania łamigłówki! I wprawdzie na następnej stronie utworu łamigłówka już zaczynała się rozjaśniać, ja jednak poczułam się jakbym weszła w posiadanie rozwiązania pokątnie.

Jedno zdanie mnie uderzyło. Powieść składa się w większości z dialogów. Jak już pisałam —  podchodzić do nich należy z dużą dozą podejrzliwości. I w pewnym momencie pojawia się zdanie w mowie pozornie zależnej.

Przemknęło mu nagle przez myśl: lepiej jest palić niż ścinać, bo się nie przelewa krwi ludzkiej [s. 269].

Pomyślałam sobie wtedy, że właściwie pierwszy (i jedyny) raz wiem, o czym bohater naprawdę myśli.

Reszta jest przypuszczeniem.

Teodor Parnicki, Tylko Beatrycze, Wrocław 2001.
Reklamy

2 thoughts on “Teodor Parnicki, „Tylko Beatrycze”

  1. No właśnie – myśli. Czy jednak jest wykonawcą także zamiarów czy też myśli swoich, w to można wątpić. Może skojarzenie to jedynie z ideą piekła wiekuistego unicestwienia, którą i dzisiaj z wyznawców Chrystusa niektórzy, a mianowicie czciciele swiętości dnia sobotniego, nie niedzielnego, głoszą. ;)

    A tak na poważnie – miło, że ktoś czyta Parnickiego – znak, że myslenie w narodzie jeszcze nie całkiem zginęło. Czytałaś coś jeszcze? Polecam „I u możnych dziwny.”

  2. Myślę, że to właśnie było zamierzeniem autora – sprawić, by czytelnik wątpił, zastanawiał się :)

    Nie, nie czytałam nic więcej (jeszcze).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: