Samotny ptak

„Leżała na boku, odwrócona do mnie plecami. Wydawać się mogło, że zasnęła nagle w tym wilgotnym zmierzchu jak zmęczone dziecko. Pogładziłem ją bezradnie po włosach, dotknąłem zimnego czoła, a potem z lękiem sięgnąłem palcami policzka. Był mokry.
— Justyna — rzekłem szybko. — Justyna, co się dzieje?
Chciałem ją odwrócić ku sobie, szarpnąłem za cienki bark, lecz ona przywarła twarzą do granatowego brezentu i nie dała się ruszyć z miejsca. Zdjąłem bożą krówkę, która wędrowała po jej bosej nodze.
— Nie wiem, w czym jestem winien — powiedziałem cicho. — Może niepotrzebnie odezwałem się do ciebie wtedy, gdy niosłaś jabłka w koszu, może niepotrzebnie chciałem osiągnąć tę poufałość, która by mi dała prawo do ciebie. Nie wiem.
Przycisnęła dłonie do ust, jakby je chciała ogrzać oddechem. Samotny ptak leciał krzywo nad doliną. Słyszeliśmy ciężki, chory łomot jego skrzydeł.
— Widzisz, wyobraziłem sobie, że jakoś mnie tam lubisz. Jeśli się wygłupiłem, to przepraszam.
Słuchałem z przykrością własnego ględzenia. Mówiłem bezwstydnymi, obnażonymi słowami, które próchniały, zanim opadły na ziemię”.

Tadeusz Konwicki, Sennik współczesny, Warszawa 1970, s. 464-465.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: