Pogasły już świece

Istnieje zmęczenie tak głębokie, że w pewnym momencie przestaje być czystym zmęczeniem. Zanieczyszcza je zastygłe, duszne powietrze, które otacza skronie jak przed burzą. O skórę ociera się szorstka bezsenność. Z tyłu głowy cichy, pulsujący ucisk. Człowiek zamyka oczy, spada, spada i nie może spaść, musi trwać w napięciu, w zawieszeniu. Jak to jest możliwe? Na dnie zmęczenia leżałożby pobudzenie?

Ty możesz wskazać mi, dziekanie,
Jak się ten płyn przedziwny stwarza,
Że prócz inkaustu pozostaje
Coś więcej na dnie kałamarza.

Czesław Miłosz, Do Jonathana Swifta (z tomu Światło dzienne)

 

Jeśli się tego płynu nigdy nie wytworzy, to po co pisać?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: