„Whatever happened to my mind, I try to look at chinese paradise”

Do pokoju weszła kobieta. Chinka — pomyślałam — choć równie dobrze Chinką może nie być, to, że jej twarz kryje w sobie coś orientalnego, dalekiego, milczącego, nie świadczy jeszcze o narodowej przynależności. To moja krewna — stwierdziłam z niewzruszoną pewnością, taką, jaka przeszywa człowieka jedynie w snach. W świecie snu Chinka usiadła na kanapie obok mnie. W świecie jawy ja leżałam na tej samej kanapie pogrążona we śnie. Zadałam (melo)dramatyczne pytanie:
— Czy wiesz, jak trudno jest żyć na takim poszarpanym świecie?
I spojrzałam jej w oczy. Były piękne, dobre, przepastne. Nie odpowiedziała. Tylko jej oczy wypełniły się łzami.

Potem przyszło mi do głowy, że moja „Chinka” przypomina jednocześnie dwie postacie: pewną lekarkę i bohaterkę filmu „Ostatni samuraj”. Znaczyłoby to, że moja „Chinka” jest wypadkową Polki i Japonki.

Nie tak dawno temu śniły mi się żółte kamienie i następująca scena: ja otwieram drzwi, a do domu wdziera się woda. Nie było w tym nic niepokojącego, bo między kamieniami a wodą istniał jakiś ważny związek, z którego chyba zdawałam sobie sprawę, oczywiście, dopóki się nie obudziłam.

Logiki w tym za grosz, ale trudno spodziewać się, że sen będzie respektował jej prawa, skoro nie czyni tego nawet rzeczywistość.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: