Jądro cierpienia

„Z cierpiącymi trzeba rozmawiać językiem znanym tylko tym, którzy przeszli przez cierpienie. Wie pan, kiedy umarła moja córka, a moja żona leżała w szpitalu, miałem wokół siebie wielu pocieszaczy, tłumaczy, mędrców przekonanych, że skoro wpiszą cierpienie w jakiś łańcuch przyczyn i skutków, przestanie być ono groźne, że jeśli coś zrozumiem — przestanę czuć ból. To bzdury. Najwięcej zrobili dla mnie ci, którzy nic nie mówili, bo prostu przyszli i siedzieli. To ja robiłem im herbatę, pytałem, czy czegoś im nie trzeba. Wbrew dzwoniącym do mnie wtedy psychologom, którzy proponowali, że wyprowadzą mnie z poczucia żałoby, cierpienie ma i musi mieć swoje miejsce w naszym życiu. Nie można go zepchnąć do przytułków i instytucji. Nie można go rozstrzeliwać argumentami, topić w lukrze, jak to robią niektórzy wybitni specjaliści, uczenie i pięknie mówiąc o cierpieniu. Ja sam wcześniej przez prawie dziesięć lat mówiłem o cierpieniu studentom Akademii Medycznej. Aż przyszedł rok 2001 i kolejna konferencja z okazji Światowego Dnia Chorych, poświęconego właśnie cierpieniu. Kilka mięsięcy wcześniej umarł mój ojciec. Córka akurat wylądowała w szpitalu. Po ciężkiej operacji była w stanie śmierci klinicznej. Znalazłem się w samym jądrze cierpienia i nie byłem w stanie wydusić z siebie ani słowa na ten temat. Wyuczona elokwencja okazała się bezużyteczna”.

Szymon Hołownia, Ludzie na walizkach, Kraków 2010, s. 129-130.
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: