Lew Tołstoj, „Sonata Kreutzerowska”

sonata-kreutzerowskaMyślę, że w charakterystyce Lwa Tołstoja warto użyć przymiotnika bezkompromisowy. Niezależny. I chyba bardzo skupiony na sobie. Lew Tołstoj wzbudza(ł) emocje. Bo czy to nie dziwne, że syn hrabiego, student orientalistyki i prawa (studia rzucił po trzech latach, ale nie w tym rzecz), oficer artylerii spod Sewastopola, autor dzienników przesyconych opisami przygód miłosnych, człowiek, który ożenił się z ponad dwa razy od siebie młodszą Zofią Bers, w którymś momencie zaczął wcielać w życie swoje postanowienie, by stać się innym człowiekiem? Punkty wyjścia nowego programu: wartości etyczne (miłość, dobroć, poświęcenie). Zadania człowieka: ciągłe samodoskonalenie się i wyrzeczenie przemocy. Wskazany sceptycyzm wobec: religijności instytucjonalnej, idei państwa narodowego, sztuki, która skupia się na czymś więcej niźli szerzeniu moralności, miasta (siedliska rozpusty!) i wszelkich używek (oprócz kawy). Wskazany entuzjazm wobec: pracy fizycznej, życia w zgodzie z naturą oraz czystości (należy jej przestrzegać, bo gatunek ludzki powinien zniknąć ze złego świata). Praktyka: pisarz sam uprawia kawałek ziemi, nosi chłopskie ubranie, szyje sobie buty, próbuje rozdawać ziemię i zrzec się honorariów autorskich (tego żona już nie mogła zdzierżyć). Konfrontacja ideałów z życiem:  Tołstoj wielokrotnie oświadcza Zofii, że dłużej nie zniesie wspólnego życia, żona co rusz grozi samobójstwem. Kres: autor „Anny Kareniny” potajemnie opuszcza dom (żeby zacząć żyć w zgodzie z poglądami), w pociągu nabawia się zapalenia płuc i umiera na małej stacji kolejowej Astapowo.

Lubię książki, których akcja toczy się w pociągu (do takiego wniosku doszłam po przeczytaniu „Morderstwa w Orient Expressie”). Przedział kolejowy jest takim światem w pigułce, czymś stało-zmiennym. Stałym, bo pasażerowie siedzą na swych siedzeniach, zmiennym, bo krajobrazy za oknem przesuwają się. Właściwie można to powiedzieć o każdym środku transportu, jednak samochód wydaje mi się bardziej prywatny (nie jeździmy raczej z obcymi), a autobus — publiczny (rzadko rozmawiamy z nieznajomymi). Pociąg znajduje się gdzieś na przecięciu tych sytuacji. Jedziemy z nieznajomymi, ale w przestrzeni bardziej kameralnej niż autobusowa, zamkniętej¹. „Sonata Kreutzerowska” to opowiadanie o pasażerach pewnego przedziału. Na plan pierwszy wysuwa się Pozdnyszew, który mówi mimochodem, że zabił swoją żonę. Niektórzy nie chcą z nim już dłużej jechać. Rola pierwszoosobowego narratora ogranicza się do wysłuchania historii mordercy i zadawania dodatkowych pytań.

Zapalił papierosa i wsparłszy się łokciami na kolanach, zaczął mówić. W ciemności nie widziałem jego twarzy, słychać było tylko poprzez szczękanie pociągu jego dobitny, przyjemny głos [s. 25].

Nie myślcie sobie, że skruszony Pozdnyszew żałuje swego czynu. Nie czekajcie na wybuch oburzenia narratora. Nic z tych rzeczy. Pozdnyszew nawet nie czuje się winny, a jeśli już upatruje w czymś winę, to w samym mechanizmie stosunków, które zachodzą między mężczyzną a kobietą. Miłość bowiem zależy nie od zalet moralnych, lecz od bliskości fizycznej, wszelkie zaś zbliżenia są czymś brudnym, grzesznym, wstrętnym². A czymże są nadużycia zmysłowe? Skutkiem nadmiaru jedzenia przy fizycznym nieróbstwie. Największą rolę odgrywa jednak kobieta. Fatalna.

Ale dzisiaj kobieta nie ma tego prawa, które ma mężczyzna. Otóż, aby sobie wynagrodzić ten brak, działa ona na zmysły mężczyzny, przez zmysły ujarzmia go tak, że on tylko formalnie wybiera, a w rzeczywistości wybiera ona. A z chwilą, gdy owładnie tym środkiem, nadużywa go i zdobywa straszną władzę nad ludźmi. […] Kobiety uczyniły z siebie takie narzędzie oddziaływania na zmysły, że mężczyzna nie może spokojnie się wobec nich zachować. Ledwo mężczyzna zbliży się do kobiety, wnet popadnie pod jej odurzający wpływ i oszaleje [s. 42-43].

Pozdnyszew jest dumny z tego, że dostrzega z taką jasnością to, czego nie dostrzegają inni. Kiedy opowiada o swym małżeństwie, o cyklach miłości i nienawiści, pożądania i obrzydzenia mówi właściwie o swym neurotycznym rozedrganiu. Obłędnej zazdrości. I okrucieństwie. To, co czują najbliżsi, niewiele moralistę obchodzi.

Lew Tołstoj, Sonata Kreutzerowska, przeł. M. Leśniewska, Kraków 2010.
¹ Dlatego ludzie są tacy wyniośli, gdy ktoś wchodzi do przedziału. Spoglądają na niego jak na obcego, który narusza prywatną przestrzeń. Oni byli pierwsi, więc przedział jest „ich”. Nieraz gdy wchodziłam do przedziału i pytałam, czy są jakieś miejsca wolne, nikt nie odpowiadał. Zapadała grobowa cisza. Siadałam więc w tej grobowej ciszy, czując się jak intruz. Próbowałam sobie tłumaczyć, że to uczucie jest absurdalne, bo przecież pociąg nie jest niczyją własnością, ale uczucie się utrzymywało. Mniej więcej do następnej stacji. Wtedy intruzami stawali się następni wsiadający. Nie jest to, rzecz jasna, reguła. Kiedyś pewna dziewczyna powitała mnie w przedziale promiennym uśmiechem, więc trzeba przyjąć, że sytuacje odwrotne też mogą się zdarzyć.
² Parę lat później w podobnym tonie wypowiadał się Stanisław Przybyszewski. W swoim utworze „Requiem aeternam…” przywołuje nawet dzieło Tołstoja.
„[…] Co teraz miłością, za chwilę przemienia się w obrzydzenie i nienawiść.
Chciałem na nią spojrzeć, ale nie miałem odwagi.
— Ty!
— Co?
Dźwięk jej głosu był w tej chwili zgrzyt pękniętego dzwonu.
— Jesteś przecież rozsądna, nie jesteś dzieckiem, mogę Ci przecież wszystko powiedzieć.
Milczała.
Pamiętasz Sonatę Kreutzera Tołstoja? To, co mówi o tym wstręcie i płciowej nienawiści — rozumiesz mnie?”
Reklamy

One thought on “Lew Tołstoj, „Sonata Kreutzerowska”

  1. Pingback: “Moja podróż [...]” « XIX век

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: