Miód na farbki i inne zakupowe perturbacje

Rzecz dzieje się przy kasie. Podczas gdy ja grzebię w portfelu, pani kasjerka mówi do mnie:
— Dam pani dobrą radę.
Cała zamieniam się w słuch.
— Proszę posmarować je gliceryną lub miodem.
Nic nie rozumiem, zachowuję jednak pokerową twarz. Rzucam spojrzenie na panią, potem na (prawie) moje akwarele i znów na panią. Nerwowo przełykam ślinę. Wreszcie — sens do mnie dociera! Chodzi o farbki. To je mam posmarować wymienionymi wyżej specyfikami. Podobno dzięki temu lepiej się rozprowadzają i nie kruszą.

Dzisiaj zabłysnęłam też roztargnieniem w sklepie spożywczym. Zapłaciłam za zakupy, spakowałam je do torby i z plastikowym koszykiem (sklepowym) ruszyłam w kierunku wyjścia. Po drodze chyba się zamyśliłam, bo zamiast odłożyć koszyk na stos innych koszyków, dziarsko ruszyłam z nim do domu. Na szczęście po paru krokach się zorientowałam, że za bardzo jestem obładowana, zaklęłam cichutko pod nosem i wróciłam oddać koszyk.

Cóż, refleks mi ostatnio nie sprzyja.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: