Jerzy Kwiatkowski, „Daniel Mróz”

Jerzy Kwiatkowski w monografii poświęconej Danielowi Mrozowi wysnuwa następujące twierdzenie: jak Grandville fałszował Lafontaine’a, tak Daniel Mróz fałszował Kerna. „Fałszować” w odniesieniu do tych ilustratorów znaczy „pogłębiać, komplikować, wzbogacać” tekst utworu literackiego, który jest jedynie punktem wyjścia, impulsem, początkiem drogi, a drogi, jak wiemy, mogą prowadzić w różne ciekawe miejsca.

zwierzątkowo

Ilustracja do bajki Kerna W Zwierzątkowie

 

Raczej interpretacja niż ilustracja — rzecze Kwiatkowski. I wśród protoplastów Daniela Mroza wymienia Hieronima Boscha (korzystającego z licznych motywów fantastycznych), Johanna Michaela Voltza (politycznego karykaturzystę niemieckiego o alegorycznych pomysłach), Gustawa Doré (z uwagi na romantyczny nastrój i rozmach dzieł) i Maxa Ernsta (twórcę kolaży). Zbieżności z surrealistami upatruje w podobieństwie rysunków do marzeń sennych, szokujących zestawieniach, identyfikujących znaczenie i znak realizacjach metafor, kulcie przedmiotów, deformacjach czy połączeniu realistycznej techniki z fantastyczną treścią. A skoro pojawiły się ilustracje do Kafki, musiał też tętnić — egzystencjalizm.

Jesteśmy tu — filozoficznie rzecz biorąc — bliżej egzystencjalizmu niż nadrealizmu, bliżej Heideggera niż Bretona. Zwłaszcza że i wytłumaczenie całej Mrozowskiej fantastyki odnaleźć możemy w Heideggerowskim postulacie rozbicia kręgu codzienności, rozbicia, które jest aktem koniecznym dla uświadomienia sobie i poznania całej „obcości bytu” [s. 54].

koń

Ilustracja do opowiadania Szaniawskiego Śmieszny jeździec

 

W świecie Daniela Mroza włóczą się (s)twory ludzko-zwierzęce, a nawet zwierzęco-zwierzęce, postacie zdeformowane, wydłużone. Można natknąć się na ozdobione czerwonym kwiatem zwoje mózgowe przybierające kształt frygijskiej czapki („Myśli nieuczesane” Leca) lub kota wpatrzonego w płynącą nad budynkiem rybę. Rybę-balon. To straszne. I komiczne. Niepokój z groteską występują razem. Widać tu dystans w stosunku do twórczości i techniki, dystans oswajający, ocieplający. Sama technika polega zaś na stosowaniu precyzyjnej kreski, różnorako zagęszczanej (nawiązanie do tradycji dziewiętnastowiecznego drzeworytu, dającego dość duże złudzenie rzeczywistości). Według Kwiatkowskiego stylizacja takowa służy odkryciu uroku staromodności.

Otóż, historia nie jest śmieszna. Śmieszna jest natomiast staromodność. Śmieszna i trochę ponura. Dotyczy bowiem ludzi, o których wiemy na pewno, że istnieli. Istnieli i ubierali się niewygodnie, zupełnie inaczej niż my, żyli wśród dziwacznych sprzętów i ulegali dziwacznym obyczajom. Po czym — mowa tu o ludziach z najdalszego epoki tej okresu — bardzo konkretnie, w sposób udokumentowany świadkami — poumierali. W tej chwili są nie tylko przedmiotem zainteresowań historyków. Ponadto są jeszcze — nieboszczykami. Ich poprzednicy mogliby być dla nas jeszcze bardziej śmieszni i jeszcze bardziej ponurzy, gdybyśmy nie stracili naszej osobistej z nimi więzi. Straciliśmy ją jednak — są dla nas obcy, istnieją w innym wymiarze.

Staromodność bawi nas zatem i trochę straszy — bawi jednak, rzecz jasna, o wiele więcej. I ten jej element Mróz wykorzystuje znakomicie, sięgając do szczegółów najbardziej niezawodnych, takich jak ubiory, forma zarostu, wnętrza mieszkań [s. 84-86].

Gdzieś między stopionymi sprzecznościami krystalizuje się nastrój dziwny, niesamowity, tajemniczy, wyjątkowy.

Tutka

Ilustracja do opowiadania Szaniawskiego Profesor Tutka daje przykład opowiadania pogodnego

 

A ja jeszcze pozachwycam się kreską. Przyjrzyjmy się na przykład drzwiom na powyższej ilustracji. Mają wypukłe elementy. Przekątne dzielą prostokąt na cztery trójkąty. Górny tworzą poziome, dość szeroko rozstawione linie. Dolny jest niemal identyczny (lub dodatkowo zaciemniony). Lewy trójkąt to kreski ukośne, prawy — kreski równoległe do krawędzi prostokąta, bięgnące bardzo blisko siebie. Misterna trójwymiarowość!

Po prawej fragment ilustracji do opowiadania Szaniawskiego „Profesor Tutka wśród melomanów”. Warto zwrócić uwagę na morze. Poziome kreseczki poprzecinane są zygzakami. Do pewnego momentu. Dalej występują już tylko poziome kreski. Mam wrażenie, że pierwsza cześć, bliższa — to morze, które możemy objąć wzrokiem, przypatrzyć się mu dość dokładnie, morze, na którym dostrzegamy pojedyncze fale (zygzaczki to fale). Dalej morze jawi się jako płaszczyzna, jako gładka, nieostra tafla. To morze-jedynie-z-kresek.

Na koniec — znakomity kreskowy most i wagon pociągu (z ilustracji do opowiadania Szaniawskiego „Profesor Tutka o kozach w Pacanowie”).

 Jerzy Kwiatkowski, Daniel Mróz, Kraków 1961.

 

Książkę podarowała mi Pani Łucja Mróz-Raynoch, której jeszcze raz dziękuję.

Advertisements

2 thoughts on “Jerzy Kwiatkowski, „Daniel Mróz”

  1. Ojciec podszedł: – O, Daniel Mróz!
    – Skąd znasz?
    – Z „Przekroju.”
    Był taki czas.
    Taki przekrój przez życie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: