„Proza ma zapach umierania, a śmierć jest jak powietrze”

„Kiedy jesienią 2002 roku trafiłem w gazecie na reprodukcję starej fotografii przedstawiającej grającego w szachy Lwa Tołstoja, poczułem, że coś jest nie tak. Teraz łatwo powiedzieć, że przeszył mnie lodowaty grot tajemnicy albo że bogini niepojętych zbiegów okoliczności złożyła na mym czole znaczący pocałunek, albo że musnęły mnie smoliste skrzydła anioła ciemności — czy coś w tym rodzaju. Dziś łatwo, niezmiernie łatwo, a przy moich popędach stylistycznych wstrząsająco łatwo tak powiedzieć. Wtedy jednak daleko idące metafory nie przychodziły mi do głowy. Fotografia była w każdym milimetrze swej sepiowej tonacji niezmiernie intensywna, ale intensywność to za mało na tajemnicę.

[…] Fotografia grającego w szachy Tołstoja nie dawała mi spokoju przez trzy lata. Do dziś całkowitego spokoju nie mam, może nawet wręcz przeciwnie, ale przynajmniej sformułowałem pewne przypuszczenia. Gdybym był narratorem powieści detektywistycznej, powiedziałbym, że wyznaczyłem kierunek śledztwa.

Nie od rzeczy będzie chyba podkreślenie, że nie jestem specjalnym fanatykiem ani szachów, ani Tołstoja. Żadnej lekkomyślnej tonacji w tym wyznaniu nie ma. Zwłaszcza w stosunku do Tołstoja. Podziwiam autora Wojny i pokoju. Podziwiam go niezmiernie i nabożnie. Może nawet, jakby mi kto kazał wymienić największego powieściopisarza w dziejach — trochę w ciemno, ale z nieubłaganą intuicją — jego bym wymienił. W końcu jeśli powieść ma stwarzać świat — czy wręcz wszechświat — jemu to najpełniej wychodziło. Mówię, że nie jestem fanatykiem tylko dlatego, że go dobrze nie znam. Nie można być fanatykiem czegoś, czego się dobrze nie zna. Fanatyzm zakłada poznawczą perfekcję. A ja dobrze, a nawet bardzo dobrze, znam tylko jeden jego tekst. I owszem, tego jednego tekstu — mogę wyznać z czystym sumieniem — jestem fanatykiem. Jestem fanatykiem Śmierci Iwana Iljicza. Uważam tę opowieść za arcydzieło arcydzieł, za kres ludzkich możliwości w sztuce opowiadania. Wszystkie pozostałe rzeczy Tołstoja cenię i podziwiam. Cenię i podziwiam, ale — zrozumcie mnie dobrze — nie czuję ich zapachu.

Prawdziwie wielcy, prawdziwie bliscy i prawdziwie intensywni pisarze mają zapach. Nabokov pachnie morską solą, Jerofiejew — wiciokrzewem, Marquez — saletrą, Zweig — listopadowym niebem, Iwaszkiewicz — sosnowym igliwiem. Broch — spływającymi w dolinę wodami lodowca, Płatonow — rozpaloną kuźnią. Tołstoj nie ma zapachu. Chyba że proza ma zapach umierania, a śmierć jest jak powietrze.

Kilka lat temu kupiłem w antykwariacie czternastotomowe wydanie jego dzieł; wszystkiego oczywiście nie przeczytałem, ale Wojnę i pokój raz; Annę Kareninę Zmartwychwstanie po dwa razy; Sonatę Kreutzerowską trzy, a może nawet cztery razy. Do Iljicza wracam często i zawsze jak czytam ostatnie zdanie: o «śmierci, która się skończyła» — przechodzą mnie ciarki. Nigdy jednak nie miałem jakiejś  «tołstojowskiej fazy», jakiegoś tołstojewskiego nawiedzenia czy opętania. I nie idzie o potoczne komunały, że adoracja wielkiego i wydawanego w formie «dzieł zebranych» geniusza jest zawsze naznaczona pewnym chłodem, że Szekspira, Goethego czy Dantego owszem — się podziwia, ale raczej dla nich nie wariuje, a nawet — szczerze mówiąc — przed snem czyta rzadko. Takie pierdoły mnie nie dotyczą. Ja czytam przed snem klasyków. A raczej o świcie, bo wieczorem obojętnie, co wezmę do ręki, klasyk nie klasyk, Flaubert nie Flaubert, Dickens nie Dickens, zanim do końca strony dojdę — zasypiam. Ale budzę się o świcie i wtedy czytam klasyków. Z podziwem i bez szaleństwa”.

Jerzy Pilch, Sobowtór zięcia Tołstoja [w:] tegoż, Moje pierwsze samobójstwo, Warszawa 2006, s. 60-62.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: