Komnaty wyobraźni

„We wspomnieniach Władimira Bukowskiego, dysydenta radzieckiego, więźnia więzień, łagrów i przymusowego rezydenta szpitali psychiatrycznych, I powraca wiatr… znajduje się niezmiernie ciekawy opis jednego z jego sposobów na zachowanie wewnętrznej wolności i utrzymanie się w możliwie dobrej kondycji psychicznej. Otóż Bukowski opisuje, jak w karcerze, w samotności, w czasie wyniszczającego śledztwa, w stanie skrajnego wyczerpania budował zamek.

Pisze tak: «Starałem się przeszmuglować do karceru kawałek grafitu, chowając go zazwyczaj w ustach pod policzkiem. Gdy mi się to udawało, przez cały czas spędzony w kabrynie rysowałem na strzępach gazet albo wręcz na podłodze czy na ścianie — zamki. Rysowałem nie tylko ich ogólne zarysy, lecz stawiałem sobie za zadanie zbudować zamek w całości, od fundamentów, podłóg, ścian, drabinek i ukrytych przejść aż do spiczastych dachów i wieżyczek. Szlifowałem każdy kamień, układałem parkiety lub wykładałem podłogi kamiennymi płytkami, meblowałem komnaty, wieszałem obrazy i gobeliny, zapalałem świece w lichtarzach i smoliste, kopcące pochodnie w niekończących się korytarzach. Nakrywałem do stołów i spraszałem gości, słuchałem wraz z nimi muzyki, sączyłem wino z pucharów, potem paliłem fajkę przy filiżance kawy. Wchodziliśmy po schodach, przechodziliśmy z sali do sali, z odkrytego tarasu patrzyliśmy na jezioro, zachodziliśmy do stajni obejrzeć konie, potem do ogrodu, który też trzeba było założyć i obsadzić różnymi roślinami. Zewnętrznymi schodami powracaliśmy do biblioteki i tam, rozpaliwszy w kominku, sadowiłem się na miękkim fotelu. Wertowałem stare księgi w wytartych skórzanych oprawach, z ciężkimi mosiężnymi klamrami. Wiedziałem nawet, co w tych księgach napisano. Mogłem je czytać.

Tego oto zajęcia starczało mi na cały okres odsiadki w karcerze i wiele pytań zostawało bez odpowiedzi do następnego razu — niektóre problemy wymagały przecież parodniowego rozważania: jaki obraz powiesić w salonie, jakie szafy powinny być w bibliotece, jaki stół postawić w jadalni. Jeszcze dzisiaj z zamkniętymi oczami mogę narysować ten zamek ze wszystkimi szczegółami. Kiedyś go odwiedzę… albo zbuduję.

Tak, zaproszę kiedyś moich przyjaciół i razem przejdziemy zwodzonym mostem nad fosą, wejdziemy do tych komnat, siądziemy przy stołach. Będą płonąć świece, będzie rozbrzmiewać muzyka, a słońce będzie powoli zachodziło za jezioro. W zamku tym przeżyłem setki lat i każdy kamień obrobiłem własnymi rękami. Wznosiłem go, siedząc na śledztwie we Władimirze. Uratował mnie przed obojętnością — głuchą, tęskną obojętnością wobec wszystkiego, co żyje. Uratował mi życie»”.

Małgorzata Baranowska, To jest wasze życie. Być sobą w chorobie przewlekłej, Warszawa 2005, s. 153-154.
Reklamy

2 thoughts on “Komnaty wyobraźni

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: