Bocian zwany Wyścigówką

„Jeszcze w tym samym roku, chyba pod koniec lipca, znaleźliśmy z Nurią pod drutami elektrycznymi zabitego bociana — jednego z tych, które prześladowały Czerwnonopierśnego i jego koleżków. Biedak widać pszeszarżował i się rozbił albo poraził go prąd. Tak czy inaczej, oznaczało to tylko jedno. W jakimś gnieździe w Teremiskach podrastające boćki straciły mamę lub tatę i będą cierpiały głód, bo czasami rodzice nie mogą zdążyć z dostarczaniem jedzenia, a co dopiero, gdy rodzic jest jeden. Postanowiliśmy sprawdzić, w którym to gnieździe mieszkają te półsierotki, i jakoś im pomóc.

Na pierwszy ogień poszło gniazdo znajdujące się na początku wsi na słupie elektrycznym, tuż obok posesji pani Szkutowej. Okazało się, że trafiliśmy w dziesiątkę. Siedziały w nim dwa wychudzone, ale wyglądające na zupełnie normalne boćki oraz coś. To coś nieco przypominało bociana, a raczej skrzyżowanie bociana z gęsią. Szyję miało jak bocian, tylko że krótszą, dziób też bociani, ale nieco krótszy, no i było całe białe. Ani jednego czarnego piórka, a jak wiadomo, bociany białe mają czarne sterówki, czyli pióra ogona, oraz lotki, czyli pióra skrzydeł. To coś tego nie miało. Było całe białe jak śnieg.

Mieliśmy jednak bardzo dużo szczęścia, bo tego samego dnia, którego wypatrzyliśmy dziwoląga, przyjechał do nas Andrzej Kruszewicz. Rzucił okiem na gniazdo i zadecydował: ściągamy go. No tak, ale żeby ściągnąć bociana z gniazda na słupie elektrycznym, należy wyłączyć prąd, i to w całej wsi. Załatwianie, tłumaczenie, że tu chodzi o bociana, mogło trwać całe wieki. Na to nie było czasu.

Szczęście jednak nas nie opuszczało, bo w Teremiskach pojawili się panowie elektrycy z Białowieży, którzy jako pracownicy niższego szczebla niezbyt przejmowali się procedurami i bez zbędnych ceregieli pozbawili wieś prądu. My tymczasem przytachaliśmy drabinę, Andrzej wdrapał się do gniazda i wyciągnął stworka. Był on dużo dziwniejszy, niż myśleliśmy. Nie dość, że pokryty tylko białym puchem i delikatnymi białymi piórami, to jeszcze miał nieco krótsze nogi niż normalny bocian w jego wieku. Wyglądał jak bieda z nędzą, ale jak się okazała już na naszym podwórku, charakterek miał niczego sobie. Bez zbędnych ceregieli podbiegł na swych krótkich nóżkach do rzuconych mu kurczaków i ryb i je pochłonął. — Ale wyścigówka — stwierdził Andrzej z podziwem i tak już zostało.

Bocian zwany Wyścigówką przez wiele lat mieszkał w warszawskim zoo i mimo usilnych zabiegów Andrzeja nie wyrosło mu ani jedno czarme piórko. — On jest zawsze pierwszy do jedzenia, a inne bociany ustępują mu z drogi, bo myślą, że to młody — śmieje się Andrzej”.

Adam Wajrak, Nuria Selva Fernandez, Kuna za kaloryferem, Warszawa 2011, s. 67-68.
Advertisements

One thought on “Bocian zwany Wyścigówką

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: