„Kunstformen der Natur”

Możliwe, że wpis ten stanie się początkiem nowego blogowego cyklu, który nazwałam „Z bibliofilskich oczarowań”. Spróbuję tu zatrzymać czas, to znaczy pozwolić niektórym zachwytom okrzepnąć w formę notki. Ilustracje też będą :)

Jedną z moich ulubionych książek w dzieciństwie była wielka encyklopedia zwierząt. Lubiłam ją otwierać, oglądać obrazki, natykać się na przedziwne słowa — wodniczkę tętniącą, euglenę czy amfiblastulę. To było jak… wiedza tajemna, jak nieznane światy otwierające się nad stronami. Postanowiłam sobie nawet, że przeczytam całą (od deski do deski!), ale nie wystarczyło mi samozaparcia. Skończyłam chyba na fascynujących stworzeniach oceanicznych, a może nawet i to nie. Nieważne. Wczoraj szukałam informacji o tym, jak rozmnażają się mchy (potrzebowałam ich do tekstu, który pisałam) — i trafiłam na cudo!

„Kunstformen der Natur”! To książka Ernsta Haeckela, niemieckiego biologa, filozofa i podróżnika, który opracował pierwsze kompletne drzewo rodowe wszystkich organizmów. Została opublikowana w 1904 roku, zawiera opis różnorodnych istot. Szkice i akwarele biologa stanowiły podstawę wielu miedziorytów, a najlepsze z nich do „Kunstformen der Natur” opracował litograf Adolf Glitsch. Dzieło inspirowało artystów (Émile Gallé) i architektów.

A teraz do ilustracji!

Ciekawostka: żona uczonego nazywała się Anna Sethe. Ernst po jej śmierci opisywał wspaniałą meduzę. Podobno uformował czułki meduzy na kształt włosów żony. I nadał stworzeniu nazwę upamiętniającą ukochaną: Desmonema annasethe (teraz Cyanea annasethe).

To ta największa, snująca się od prawego górnego rogu.

(Dla zachłannych: ścieżka pierwsza, druga, trzecia).

Advertisements

9 thoughts on “„Kunstformen der Natur”

  1. Przepiękna rzecz. Ja mam w domu taką starą encyklopedię PWN (jeszcze 15 lat temu księga ta miała w domu spore znaczenie, zresztą nie każdy mógł się poszczycić jej posiadaniem) i własnie w niej są takie piękne rysunki roślin i zwierząt. Mam również późniejsze wydanie – redakcja zaczęła posługiwać się zdjęciami wszystkiego, co możliwe, sądząc, że fotografie są bardziej adekwatnym przedstawieniem rzeczywistości. Urok malutkich dzieł sztuki zgasł….

  2. Kaiko, stare encyklopedie mają niepowtarzalny urok :) Ja mam nową encyklopedię PWN – ilustracji w niej mało, a jeśli już, to malutkie, tak samo ze zdjęciami. Myślę, że gdybym sięgnęła po nią w dzieciństwie, nie oczarowałaby mnie.

    Ambre, tak!

    Onibe, trochę jak ze świata nieskrępowanej niczym fantazji :)

  3. Zachwycające.

    „Z bibliofilskich oczarowań” – podoba mi się. Bardzo.

    Miałam deja vu, gdy przyglądałam się ilustracjom – zwłaszcza drugiej i trzeciej od dołu.

  4. To zastanawiające… W pierwszym odruchu chciałam zapytać: „A może gdzieś je już widziałaś?”, ale przecież w definicji terminu, którego użyłaś, tkwi zaprzeczenie.

  5. Pingback: Wyróżnienia i zwierzenia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: