Szczęście

„Dokonał olbrzymiej pracy gromadząc wręcz gigantyczny zbiór przeróżnych definicji szczęścia. Były tam najprostsze definicje negatywne (Pieniądze nie dają szczęścia), najprostsze pozytywne (Najwyższe zadowolenie, całkowity dostatek, sukces, powodzenie), definicje kazuistyczne (Szczęście jest to brak nieszczęścia) oraz paradoksalne (Najszczęśliwsi są głupcy, błazny, debile i abnegaci, albowiem nie doznają wyrzutów sumienia, nie boją się upiorów ani innych duchów, nie nęka ich obraz przyszłych klęsk i nie łudzą się nadzieją pomyślności).
Magnus Fiodorowicz położył na stole pudełko z kluczem i łypiąc na nas nieufnym okiem, oznajmił:
— Znalazłem jeszcze jedną definicję.
— Jaką? — spytałem.
— Coś w rodzaju wiersza. Tylko bez rymów. Chcecie?
— Oczywiście — powiedział Roman.
Magnus Fiodorowicz wyjął notes i zacinając się, przeczytał:

I wy mnie pytacie,
co uważam
za najwyższe szczęście na ziemi?
Dwie rzeczy:
zmieniać w ten sposób stan mego ducha,
jak gdybym pensa na szyling wymieniał,
i
młodej dziewczyny
piosenkę usłyszeć
nie na mej drodze, lecz w chwilę później,
gdy mnie o drogę zapyta.

— Nic nie rozumiem — rzekł Roman. — Niech pan pokaże, muszę sam przeczytać.
Red’kin podał mu notes i wyjaśnił:
— To Christopher Lodge. Z angielskiego.
— Świetny wiersz — pochwalił Roman.
Magnus Fiodorowicz westchnął.
— Jedni mówią to, drudzy co innego.
— Ciężka historia — odparłem współczująco.
— Prawda? Jak to wszystko powiązać? Dziewczyny piosenkę usłyszeć… I przecież nie pierwszą lepszą piosenkę, ale żeby dziewczyna była młoda, znajdowała się nie na jego drodze, w dodatku, żeby śpiewała w chwilę później, gdy go o drogę zapyta… Czy to możliwe? Czy takie rzeczy dadzą się algorytmować?
— Wątpię — odpowiedziałem. — Ja bym się nie podjął.
— No właśnie — podchwycił. — A przecież pan jest kierownikiem zakładu przetwarzania danych! Któż więc to zrobi?
— A może tego w ogóle nie ma? — rzekł Roman prowokacyjnie.
— Czego?
— Szczęścia.
Magnus Fiodorowicz z punktu się obraził.
— Jak to nie ma — oświadczył z godnością. — Wszakże ja sam doświadczałem go niejednokrotnie.
— Wymieniając pensa na szyling? — spytał Roman.
Magnus Fiodorowicz obraził się jeszcze bardziej i wyrwał mu z rąk notes”.

Arkadij Strugacki, Borys Strugacki, Poniedziałek zaczyna się w sobotę, przeł. I. Piotrowska, Warszawa 1989, s. 135-137.
Reklamy

4 thoughts on “Szczęście

  1. Strugaccy miewają naprawdę doskonałe momenty… hmm… młodej dziewczyny piosenkę usłyszeć? Tak, zdecydowanie tak… ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: