Nick Arnold, „Archaiczna archeologia”

Archaiczna-archeologiaWpisem archeologicznym (o ironio!) otwieram nowy cykl o książkach z serii „Monstrrrualna Erudycja” (zapowiedź i informacje znajdują się tam). Seria obejmuje książki popularnonaukowe i skierowane raczej do młodszego czytelnika, ale kto dorosłemu zabroni (czytać)? Nikt! Wpisy będą się składały głównie z wynotowanych ciekawostek, zadziwień czy intrygujących informacji.

Jeśli archeologia, to — w potocznym skojarzeniu — także mumie. Na filmach bywają żwawe, w rzeczywistości — bardzo kruche. W 1907 roku archeolog Theodore Davis odkrył w Dolinie Królów zaginiony grobowiec. Na jego otwarcie przybyli urzędnicy i przedstawiciele władz. Joseph London Smith, artysta zatrudniony do malowania scen archeologicznych, pierwszy wszedł do grobowca. W środku znajdowała się — rzecz jasna — mumia! Spoczywała pod cienkimi prześcieradłami ze złota. Minęło kilka dni. Szacowne grono obserwatorów zebrało się ponownie, tym razem po to, by zobaczyć, jak Joseph odwija mumię z bandaży. Pod warstwą złota znajdowało się spłowiałe płótno. Artysta wsunął tam rękę i… mumia się rozsypała. W proch. Przyspieszona lekcja przemijania (dla obserwatorów).

W nicość obrócił się także drewniany posąg znaleziony w jednym z egipskich grobowców. Harry Burton miał go sfotografować. Kiedy nacisnął spust aparatu, posąg zamienił się w pył. Przyczyniły się do tego termity, które wyorały w drewnie tysiące drobnych kanalików. Zdjęcie natomiast się udało (sztuka wygrała z „życiem”).

Wydawałoby się, że zasadniczy problem z wrakami polega na tym, by je z odmętów wyciągnąć. Nie tylko! W latach 70. nurkowie wydobyli z dna morskiego angielski statek „Mary Rose”. Drewno, które znajdowało się długo w wodzie, wysychając, kurczyło się i rozpadało. Zapobiec temu można jedynie poprzez utrzymywanie drewna nadal w wodzie, co też czyniono — wrak „Mary Rose” musiał być systematycznie polewany wodą.

Mary Rose

A teraz wiedza, która umiliła mi pewnego wieczoru powrót do domu. Jechałam samochodem przez las. Było ciemno. Światła mocno wydobywały i podkreślały wszelkie nierówności asfaltu. Przypomniało mi się, że czytałam w „Archaicznej archeologii” o pewnej prawidłowości: kiedy słońce jest nisko, a jego promienie padają na powierzchnię prac ziemnych pod kątem dziewięćdziesięciu stopni, nawet drobne nieregularności ukazują się ostro — zarysowane cieniami. I tak zagłębienia mogą wskazywać na doły lub jamy, natomiast wzniesienia — na pozostałości kamiennych murów na przykład. Małe wskazówki! Zdradzę Wam, że „moje” wzniesienia to jedynie korzenie drzew, które tworzą swe labirynty pod asfaltem, niemniej mechanizm odkrywania ten sam. (Pominę fakt, że podczas jazdy można owe wzniesienia równie dobrze odczuć, bo wprawiają podróżnych w niemałe kołysanie, nie potrzeba tu żadnych sztuczek świetlnych).

Anegdotka finezyjna: Leonard Woolley był tak ostrożny w prowadzeniu wykopalisk, że usuwał ziemię wykałaczkami i szczoteczkami do zębów.

Archeologia, która osadziła się w języku: jeśli pochylamy się nad jakąś kartką/receptą/listem, próbując (niczym archeologowie) odcyfrować zamieszczony na papierze sens, i ktoś nas zapyta: „hej, co tam jest napisane?”, to możemy śmiało odrzec: „nie wiem, nie udało mi się jeszcze odczytać hieroglifów”. Bo hieroglif w znaczeniu przenośnym to nieczytelna litera. Nie trzeba jednak tracić nadziei, bo egipskie hieroglify były pierwszym zapomnianym pismem, które zostało odszyfrowane (przez Jeana François Champolliona). Może i nam się uda.

Zagadka: jakie kraje na swoich flagach mają obiekty archeologiczne? Odpowiedzi są dwie: Zimbabwe (na fladze znajduje się podobizna wykutego w kamieniu ptaka, którego znaleziono w pobliżu ruin Wielkiego Zimbabwe, nieistniejącego już pałacu wzniesionego przez plemię Shona w 1270 roku) i Macedonia (flaga zainspirowana gwiazdami odkrytymi na złotej szkatule, w niej znajdowały się szczątki, które należały— jak wierzono — do Filipa II, króla Macedonii, i Aleksandra Wielkiego, jego ojca).

monstrrrualna-erudycja

Dla chętnych — jeszcze historyjka z morałem.

Weatherill

Weatherill2

I cytat, który mi się przypomniał. Z innej książki. Z kryminału Alexa „Zmącony spokój Pani Labiryntu”.

W archeologii nie wolno poszukiwać najciekawszego: wszystko jest najciekawsze.

Koniec i bomba, kto czytał, ten doczytał się (do) powyższego paradoksu…

Nick Arnold, Archaiczna archeologia, il. Clive Goddard, przeł. M. Szarłacka, Warszawa 2003.
Reklamy

4 thoughts on “Nick Arnold, „Archaiczna archeologia”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: