Günter Grass, „Blaszany bębenek”

Istnieje taka fraza: korespondencja sztuk. Oznacza ona i występowanie elementów różnych sztuk w jednym dziele, i ich wzajemne oddziaływanie, i — co zagadkowe — przekładalność utworów z jednego języka sztuki na drugi.
Pytanie: czy można przełożyć muzykę na powieść? Czy można słowami wybębnić życie?
Istniała taka grupa: Grupa 47. Pisarze zachodnioniemieccy, austriaccy i szwajcarscy dokonywali obrachunku z nazistowską ideologią, upatrywali siłę literatury w sięganiu po aktualne tematy, roztrząsali kwestie formalne, warsztatowe.
Pytanie: jak opowiadać/pisać o wojnie i otaczających ją rzeczywistościach?
Istniało takie spotkanie Grupy 47, na którym Günter Grass odczytał fragmenty „Blaszanego bębenka”.
Pytanie: jak odczytywać tę powieść?

Można rozpocząć historię od środka i przerzucając się śmiało to naprzód, to wstecz, narobić zamieszania. Można zagrać na nowoczesność, przekreślić wszystkie czasy i odległości, a następnie oznajmić lub sprawić, by oznajmili to inni, że wreszcie, w ostatniej chwili, rozwiązało się problem przestrzeni i czasu. Można również stwierdzić na samym początku, że w obecnej dobie napisanie powieści jest niepodobieństwem, potem jednak, niejako za swoimi plecami, przedłożyć znakomite czytadło, aby w rezultacie uchodzić za ostatniego z powieściopisarzy, któremu jeszcze się udało. Słyszałem też, że to dobrze i skromnie brzmi, kiedy na wstępie zapewnia się uroczyście: Nie ma już powieściowych bohaterów, bo nie ma już indywidualistów, bo indywidualność zaginęła, bo człowiek jest samotny, bez prawa do indywidualnej samotności, i tworzy bezimienną i abohaterską masę [s. 11].

W „Blaszanym bębenku” bohater jest. Nieprzeciętny. Kiedy Oskar Matzerath miał trzy lata, postanowił, że przestanie rosnąć. Najszerzej pomyśleć o tym można jako o wewnętrznym proteście, a następnie uściślać: to protest przeciw światu, przeciw rodzicom, przeciw przeczuwanym obowiązkom (przejęcie sklepu), przeciw prawidłom życia. Człowiek zbuntowany musi się jednak czegoś uchwycić, bo nie sposób żyć bez zakotwiczeń. Oskar uchwycił blaszany bębenek. Nie rozstawał się z nim prawie nigdy. Bębnił, bębnił, bębnił. A kiedy próbowano odebrać mu zabawkę, uciekał się do swej niezwykłej zdolności „rozśpiewywania szkła”. Pod wpływem jego głosu szkło pękało — rozpadały się naczynia, okulary, szyby (teatru), słoje z formaliną, żyrandole.

Świat Oskara, należy dodać, jest światem opisanym bardzo solidnie — ze szczegółami topograficznymi (Gdańsk!), historycznymi (od początku stulecia do lat 50. XX wieku), genealogicznymi.

Zaczynam od czasów odległych; gdyż swojego życia nie powinien opisywać nikt, kto nie zdobędzie się na cierpliwość, aby przed zabraniem się do własnej egzystencji wspomnieć przynajmniej połowę swoich dziadków [s. 11].

W pierwszym zdaniu powieści pojawia się informacja, że narrator/Oskar jest pensjonariuszem zakładu dla nerwowo chorych. Czy to chwieje światem tak dokładnie odmalowanym? I dalej: czy Oskar mógłby wszystko zapamiętać?

— Chłopak — powiedział ów pan Matzerath, który uważał się za mojego ojca. — Obejmie kiedyś sklep. Nareszcie wiemy, po co tak harujemy.
Mama mniej myślała o sklepie, a więcej o przyrodzeniu syna:
— Wiedziałam przecie, że to chłopczyk, chociaż nieraz mówiłam, że będzie dziewuszka.
W ten sposób zawarłem przedwczesną znajomość z kobiecą logiką […] [s. 37].

Młody Matzerath wprawdzie wyglądał jak trzylatek, ale jego umysł wcale nie był umysłem dziecka. Czytamy powieść przefiltrowaną przez psychikę kogoś niespokojnego, rozmyślnie wycofanego, samotnego, kogoś, kto ze swej uprzywilejowanej pozycji skupionego na sobie dziecka potrafi mówić o śmierci bliskich z mniejszym natężeniem emocjonalnym niż o zniszczeniu kolejnego bębenka. I zapominamy o tym, czytając. Godzimy się na taki świat.

W utworze można zaobserwować kilka ciekawych zabiegów formalnych, na przykład rozdział przeradzający się w dramat (podział na osoby, didaskalia). I zabieg najważniejszy — wsłuchiwanie się w rytm bębenka. Kiedy Oskar leży zamknięty w łóżku, na bębenku wystukuje swoje życie, tylko dzięki bębenkowi wspomnienia wracają, bębenek nadaje rytm i sens…

[…] szczęście, nie był to co prawda mój bębenek, szczęście, była to tylko namiastka, ale szczęście może też być namiastką, kto wie, czy szczęście nie przychodzi jedynie w postaci namiastki, szczęście jest zawsze namiastką szczęścia, osadem szczęścia […] [s. 390].

Günter Grass, Blaszany bębenek, przeł. S. Błaut, Gdańsk 1991.
Reklamy

6 thoughts on “Günter Grass, „Blaszany bębenek”

    • Nie sposób przeczytać wszystkich książek świata. Pewnie życia nie wystarczy nawet na to, by przeczytać te, które się chce. Ale to nic. Nie o ilość przecież chodzi.

        • Ano…
          Przyszedł mi do głowy pomysł na przekształcenie cytatu: „była to tylko namiastka, ale szczęście [czytania] może też być namiastką, kto wie, czy szczęście [czytania] nie przychodzi jedynie w postaci namiastki”.

          • namiastka – wróbel w garści – bywa często lub zawsze właśnie tym, na co możemy liczyć i co tworzy horyzont naszego ukontentowania… lepsze to niż ów gołąb, którego nie złapiemy nigdy…

  1. A że gołąb (trochę) nam się marzy? Taka już chyba natura człowieka.
    „Horyzont ukontentowania” – podoba mi się to sformułowanie :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: