Arsenał szalonego naukowca

Szarzeją i chłodnieją dni. W swoim rytmie. Liście na drzewach istnieją w porządku (gałęzi), liście na trawie są trochę bezładne, jak rozrzucone niewprawną ręką, która jednak wie, czym jest piękno. Czym może być. Kłuje myśl o czasie. A pisanie? Jest utrwaleniem? Tak i nie. Tak, bo pozostaje dłużej. Nie, bo jeśli nie będzie czytane… to jakby nie istniało, spychane w zapomnienie na równi z niezapisanym. A nie sposób czytać bez końca.

ζ

Czytam sobie udostępniony przez wydawnictwo fragment książki „Fotografia artystyczna. Od inspiracji do obrazu”. Wywód żywy i rzeczowy, a nagle rozbawia mnie wyznanie osobiste, w którym błyszczy pasja. Alain Briot pisze: „Dwa kolejne zdjęcia przedstawiają urządzenie własnego pomysłu, a mianowicie czarno-białe okulary. Zrobiłem je bardzo prosto: wziąłem dwa czarno-białe filtry Tiffen, pozbawiłem je niewielkich uchwytów i przykleiłem do zwykłych oprawek od okularów. Użyłem w tym celu szybkoschnącego kleju i odrobiny przemocy – oprawki trzeba było nieco zdeformować, by można było wcisnąć w nie filtry. W efekcie otrzymałem parę czarno-białych okularów – coś, o czym marzyłem już od dawna, a wystarczyło trochę pogłówkować! O ile wiem, takich okularów nie można dostać w sklepie, lecz można z łatwością zrobić je samemu. To jeden z obowiązkowych gadżetów w arsenale każdego szalonego naukowca” :) Dodam, że okulary takie mają pomóc w tworzeniu czarno-białych zdjęć, przyzwyczaić do patrzenia na świat w stopniach szarości, zainspirować do tworzenia kompozycji. Jasne, że można taki efekt uzyskać przy obróbce komputerowej zdjęcia kolorowego, ale szaleni artyści nie idą po linii najmniejszego oporu, nieprawdaż?

ζ

Rozbawił mnie też komentarz w spamie. Ja wiem, że spam to spam, ale uśmiecham się pod nosem, kiedy czytam, że mam okropnie dużo tekstu („an awful lot of text”) przy niewielu obrazkach. A akurat na blogu taki czas, że więcej obrazów niż słów.

ζ

Co napędza „szalonych” artystów czy naukowców? Ciekawość? Siła woli? Wiara w sens działań czy dociekań? Odporność na niepowodzenia? Wewnętrzne przekonanie, że jest się w stanie sięgnąć wysoko? Czytałam książkę o sile nawyków i tam był opis pewnego eksperymentu, mającego dowieść, że siła woli przypomina mięsień (można ją wyćwiczyć) i pewien „zasób”. To znaczy – nie jest studnią bez dna. Nadwyrężana – może się wyczerpać, osłabić. I tak na przykład kiedy ludzie zostali potraktowani nieprzyjemnie na początku eksperymentu, szybciej się poddawali przy rozwiązywaniu zagadki. Natomiast kiedy na początku zostali potraktowani z życzliwością, mieli więcej siły woli podczas trudzenia się nad zadaną łamigłówką. To daje do myślenia.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: