Mocne zabawy kształtują charakter

„Było rzeczą niemożliwą nudzić się w tym domu pełnym książek i cudacznych krewniaków, z piwnicą, do której nie wolno było wchodzić, z kolejnymi miotami kociąt, topionych przez Margarę w balii z wodą, i z kuchennym radiem, które za plecami dziadka nadawało wrzaskliwe modne piosenki, informacje o potwornych zbrodniach i kiczowate powieści w odcinkach. Moi wujowie wynaleźli okrutną rozrywkę – tzw. mocne zabawy, które polegały głównie na straszeniu dzieci i doprowadzaniu ich do płaczu. Pomysły zawsze było odkrywcze, począwszy od przyklejenia na suficie dziesięciu peso, które dostawaliśmy od nich jako miesięczne kieszonkowe, tak że mogliśmy na nie patrzeć, ale nie mogliśmy się do nich dostać, po cukierki, z których wyciągali strzykawką czekoladowe nadzienie, by zastąpić je pikantnym sosem. Zrzucali nas ze schodów w skrzyniach, wieszali głową w dół nad sedesem i grozili, że przetną sznurek, napełniali zlew alkoholem, podpalali i obiecywali nam pieniądze, jeśli włożymy rękę do ognia, układali jedna na drugą stare opony z automobilu dziadka i wsadzali nas do środka, gdzie piszczeliśmy ze strachu w ciemności, dusząc się smrodem sparciałej gumy. Kiedy zmieniliśmy starą gazową kuchenkę na nową, elektryczną, stawiali nas na lekko podgrzanej płytce, i zaczynali opowiadać bajkę, sprawdzając, czy żar przenikający przez podeszwy wygra z ciekawością co do dalszych losów historii, a my w tym czasie przeskakiwaliśmy z nogi na nogę. Matka broniła nas zaciekle jak lwica, ale nie zawsze była na tyle blisko, by przyjść nam z pomocą, Tata natomiast wyznawał pogląd, że mocne zabawy kształtują charakter i są środkiem dydaktycznym. Teoria, że dzieciństwo powinno być okresem słodkiej niewinności, jeszcze wówczas nie istniała, to jest późniejszy północnoamerykański wynalazek, wtedy uważano, że należy przygotować się na ciężkie życie i dlatego hartowano nam nerwy. Metody wychowawcze opierały się na wyrabianiu odporności: im więcej nieludzkich prób zniosło dziecię, tym lepiej było przystosowane do niebezpieczeństw dorosłego życia. Zastrzegam, że w moim przypadku dało to dobre efekty i gdybym konsekwentnie dbała o tradycję, prześladowałabym własne dzieci i to samo robiłabym teraz z wnukiem, ale mam na to zbyt miękkie serce”.

Isabel Allende, Paula, Warszawa 1998, s. 47.
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: