To się nie pali

Ogród, liście, jesienny chłód w powietrzu, ostatnie jabłka na drzewach. Śpieszność, ale nieśpieszna. Rozmowa o ogniu. O rozpalaniu, podtrzymywaniu, pilnowaniu.
— Muszę iść, bo mam piec otwarty, muszę dorzucić, jest już zimno.
Do rozmowy wtrąca się chłopczyk, który dotychczas siedział na tylnym siedzeniu roweru otoczony ciszą. Mówi aforystycznie:
— Jak nikogo nie ma, to się nie pali!
Ano tak…
Potem się dowiaduję, że nie był w przedszkolu, bo chory.
— Wiadomo — mówię — tak zimno, że każdy by się mógł rozchorować.
On patrzy na mnie dużymi brązowymi oczyma znad szalika, pociera rączki ukryte głęboko w rękawiczkach i z bezsłowną mądrością, do której dostęp mają tylko dzieci, kiwa głową.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: