Cóż za rozmówcą był Cybis!

„Cybis nie czekał na natchnienie, bo go to nudziło. Ostatnie lata pracował po kilka i kilkanaście godzin na dobę. Moja metoda pracy, mówię o systemie malowania, nie o pilności, gdyż jestem maniacko pilny, dałaby wyniki, gdybym żył 150 lat. W przeciwnym razie będą to ledwo szczątki, o których nawet nie wiem, czy dadzą komuś smak na więcej.

Najchętniej w ogóle nie opuszczałby pracowni. Wstawał skoro świt (w notatniku pisał, że często budzą go szpaki) i zaczynał pracę, która trwała bardzo długo. Wieczorami miewał gości, z którymi lubił pogawędzić. Często brałem udział w tych wieczornych, przeciągających się czasem do późnej nocy, rozmowach. Cóż za rozmówcą był Cybis! Przewijało się przez jego pracownię wiele postaci znanych, bywała i młodzież, ludzie sztuki, ale nie tylko. Z niejednym z nich łączyła go duża zażyłość, a z niektórymi przyjaźń. Fascynował tych, którzy go znali, i mimo że nie był skory do głaskania, wszyscy wysoko cenili te kontakty.

Dyskusje bywały bardzo ostre, aż czasami wióry leciały, ale chyba właśnie ta szczerość, autentyczność stosunków tak mocno wiązała ludzi skupiających się wokół Jana.

Obrazy pokazywał niechętnie i tylko niewielkiej liczbie osób, nawet spośród najbliższych. Każdy taki pokaz był dla niego denerwujący i mocno go przeżywał, a przecież opinia tych nielicznych uprzywilejowanych nie miała żadnego znaczenia dla dalszych losów prezentowanych im dzieł. Bywało, że te budzące najżywszy oddźwięk pierwsze szły pod nóż, aby ulec całkowitemu przerobieniu, i to nie z przyczyny braku zaufania do oceny wybranego grona odbiorców, ale raczej z niepokoju o prawo do prywatności i niezawisłości sądu, do decyzji w sprawach, w których rzeczywiście ostatnie słowo powinno należeć do autora. Dopóki obraz pozostaje w pracowni, jakakolwiek pieczęć uznania mogłaby być krępująca. Wolał mieć świadomość, że każdy obraz w każdej chwili może postawić na sztalugę i dalej malować.

Poza tym ten prawdziwy humanista tak naprawdę wierzył już tylko w instynkt i spontaniczność.

Jak dla dziecka, które te cechy posiada w stanie czystym, znalezienie kolorowego szkiełka w piasku jest rewelacją i doznaniem nieporównywanie większym, niż dać może posiadanie rzeczywistych bogactw, tak dla Jana Cybisa szczęśliwe znalezienie właściwego tonu w obrazie, tego jedynego niepowtarzalnego lśnienia, było warte skazania się czasem na osamotnienie ze wszystkimi jego konsekwencjami, bo to jedno lśnienie, będące prawdą artystyczną, dawało artyście zadośćuczynienie”.

Tadeusz Dominik, Malarstwo Jana Cybisa [w:] Tadeusz Dominik, Jan Cybis, Wydawnictwo Arkady, Warsaw 1984, ISBN: 83-213-3047-9.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: