Pogłębiać głębię

Słowa o zanurzeniu się w głębi, Które czytaliśmy. Lata, słowa, miniony czas. Wciąż jeszcze tym jesteśmy. Wiesz, ta przestrzeń jest nieskończona, wiesz, nie musisz unosić się w przestworza, wiesz, to, co wpisało się w twoje oczy, pogłębia naszą głębię. Paul Celan, Das Wort vom Zur-Tiefe-Gehen

Rzeka ciemna

Nic prócz światełka latarni Żeby mógł się zorientować gdzie jest I za każdym razem góra Świeżych zwłok do załadowania Przewozić je na drugi brzeg Gdzie cała masa takich samych Przypuszczam że już mu się myli Który brzeg jest który Przypuszczam że to nieistotne Nikt się nie skarży a on w końcu Ma tyle kieszeni do […]

„Nim słońce zgaśnie, zapomnijmy barw naszych oczu”

Miłość? — Ale pod warunkiem, że prześcigniemy CZAS, tego nieustępliwego zwierzchnika-biurokratę. Niech wszystko między mną a tobą zacznie się, skończy i całe bogactwo romantyki niech się wyczerpie, dziś jeszcze, dziś przed zachodem słońca. Aż do zobojętnienia, aż do zaoferowania sobie nawzajem przyjaźni, życzliwej pamięci — (jakby dmuchnięciem w twarz jedwabistego popiołu — — —) Nim słońce zgaśnie, […]

Glina i ił

Jarek Puczel, Zakochani Kości twoich pragnę domacać się, kochana, abym mógł Cię rozpoznać w Dzień Zmartwychwstania. ze średniowiecznej poezji hiszpańskiej (cytat stanowi motto wiersza Krzysztofa Gąsiorowskiego, który nie ma tytułu, ale otwiera go mocna fraza: „Szczeźniemy, Irenko, obsypiemy się/w proch i pył, wessą nas glina i ił”)

„Wyznania maszyny czytającej”

Ja, Numer Trzy Plus Cztery Dzielone Przez Siedem, słynę z rozległej lingwistycznej wiedzy. Zdążyłem już rozpoznać tysiące języków, jakimi w swoich dziejach posługiwali się wymarli ludzie. Wszystko, co zapisali swoimi znakami, mimo że przywalone warstwami katastrof, wydobywam, odtwarzam w pierwotnej postaci. To nie przechwałki — czytam nawet lawę i kartkuję popioły. Objaśniam na ekranie każdą wzmiankowaną […]

Okrągłe drzwi

Tu trzeba siły mroku, aby jaśniej wiedzieć miejsce, gdzie na unoszącą się w pył drogę opada sadza z podpalonej kurtyny nieba: tam wczepiają się w siebie palcami białe szosy i ubyłe słońca. Mroku, mroku huczącego od nabrzmiałych granic; gdy przez rozwierane naporem granatowych grud źrenice przepchają się już szarzejący uciekinierzy wzroku, wtedy do bieli, do czerni […]

Perłowy zamęt

Przyświecając uśmiechem powtarzam żarliwie: Gdzie jest baśń — tam Bóg mieszka! Uwierz w to przysłowie! Trwożne światy zadziwiam i sama się dziwię Gościńcom niebywałym, gdy je z mgieł wyłowię! W perłowym się na oślep nurzając zamęcie, Śród fal, które posłusznie wieńczy biała piana, Strach opowiem wpierw, jak bym wyrzekła zaklęcie, By radość, co zawita, była […]

Źródełko z błękitu pulsuje

Nie mogłem jej poznać kiedy tu wszedłem dobrze, że te kwiaty można tak długo układać w niezręcznym wazonie „Nie patrz tak na mnie” powiedziała gładzę szorstką dłonią przycięte włosy „obcięli mi włosy — mówi — patrz co ze mnie zrobili” teraz znów zaczyna pulsować to źródełko z błękitu pod przeźroczystą skórą szyi tak zawsze kiedy […]

„Czy oni wiedzą, Boże, czy oni wiedzą, że nie ma rzeczywistości?”

Umówmy się, że tak jest! Umówmy się, że tak jest! Wszystko można zastąpić na świecie. Chodzi tylko o formę. Chodzi tylko o gest. Wy nikomu nigdy nie powiecie! Nie powiecie nikomu ani wy, ani ja, Że nas pustka dławi za gardła, Że z koła świętej kredy jak spod klosza ze szkła Wytłoczono powietrze do dna, […]

Tyle nocy wołać

Czy było warto? W szpitalu dziecięcym wydało się wreszcie, że Bóg jest to krzyk idący od planety do planety, w mroku. Czy było warto? Nieść na rękach tak długo, żeby na końcu upaść? Na kafelkowanym korytarzu, przy migoczącej świetlówce tyle nocy wołać? Tyle dni, żeby usłyszeć ten śmiech, żeby widzieć, jak dziecko wbiega do wody. […]

W niebie

Jak będziemy rozmawiać w niebie, pytasz. Zbawieni, pozbawieni ciała, wyzbyci ust. Będziemy rozumieć swoje myśli, mówię i obserwuję wybuch twojej radości, córeczko. A potem myślę: szkoda że niebo nie jest tu, zmiotłoby zasieki słów, przebiło skorupy, zdarło zasłony. Ale musi być inaczej. Przebijamy się ku sobie w znoju i trwodze. Przez sen wykrzykujemy imiona. Przemysław […]

Wiersz bez tytułu

Po ciemku, po ciemku łkasz, Bezradność twych łez rozumiem! Schorzałą śmiertelnie twarz Radośnie całować umiem. Do końca nie zbraknie mąk, Do końca wystarczy mocy! Zmarniałych, zmarniałych rąk Potrafię pożądać w nocy! Oględnie z rozkoszy mdlej Tą piersią, co z trudem dyszy! Do śmierci, do śmierci twej Wraz z tobą nawykam w ciszy. Bolesław Leśmian (z […]