Płaszcz na moim duchu był niewyżebrany, lecz świetnościami moich dawnych przodków świetny

Reklamy

One united world under God

Little child dry your crying eyes
How can I explain the fear you feel inside
‚Cause you were born into this evil world
Where man is killing man and no one knows just why
What have we become just look what we have done
All that we destroyed you must build again
When the children cry let them know we tried
‚Cause when the children sing then the new world begins
Little child you must show the way
To a better day for all the young
‚Cause you were born for all the world to see
That we all can live with love and peace
No more presidents and all the wars will end
One united world under God

Ze wspomnień, czyli ukochana siostra Maria Kordula (Anastazja Wawrzinek)

„Siostra Maria Kordula (Anastazja Wawrzinek) jest kolejną służebniczką z Kątów. Urodziła się 21 lutego 1930 roku w rodzinie kościelnego Teodora i Albiny z domu Przybyła. Oprócz pełnienia służby kościelnej ojciec pracował w fabryce, a czasami również w lesie. Matka zajmowała się domem. W rodzinie było sześcioro rodzeństwa: jedna siostra i czterech braci, z których dwóch zmarło po urodzeniu, zaś najmłodszy Konrad został kapłanem. Chrzest święty Anastazja otrzymała 28 lutego 1930 roku z rąk księdza proboszcza Józefa Blocka w kościele parafialnym w Kątach. Natomiast bierzmowanie otrzymała w czasie drugiej wojny światowej, 10 października 1943 roku.

[…] Był to czas, kiedy Anastazja chodziła do szkoły podstawowej w Kątach (1936-1944), zaś w świecie toczyła się najstraszniejsza wojna ludzkości. Po jej zakończeniu Anastazja przez dwa lata pracowała na plebanii, wspomagając gospodynię, siostrę księdza proboszcza Blocka.

Zarówno atmosfera religijna rodziny, jak i praca na plebanii pomogły odkryć powołanie zakonne. Znając siostry służebniczki, które od pewnego czasu pracowały już w rodzinnej parafii, postanowiła wstąpić do tego zgromadzenia. Miało to miejsce 3 października 1948 roku. Będąc kandydatką do zgromadzenia, podjęła naukę u sióstr urszulanek we Wrocławiu. Po odbytym nowicjacie, już z nowym imieniem Kordula, 30 października 1951 roku złożyła pierwsze śluby zakonne, zaś śluby wieczyste miały miejsce 20 października 1957 roku. W międzyczasie ukończyła również kurs dla katechetek w Raciborzu i otrzymała z kurii misję kanoniczną uprawniającą do nauki religii.

Jako katechetka pracowała najpierw w parafii Kargowa. Od 1959 roku była katechetką w Kędzierzynie, gdzie uczyła osiem lat. Następnie została przeniesiona do domu zakonnego w Bytomiu-Karbiu. Od 1968 roku była katechetką w Racławiczkach, od 1981 – w Żędowicach, a od 1987 roku – w Tarnowie Opolskim. W domach zakonnych w Racławiczkach oraz Żędowicach była także przełożoną wspólnoty sióstr. Pracę katechetyczną zakończyła w 1992 roku w Tarnowie Opolskim, choć często jeszcze angażowała się w tej pracy w ramach zastępstwa. Było widać, że KATECHEZA DZIECI JEST JEJ WIELKĄ MIŁOŚCIĄ. Była zawsze pełna życzliwości i otwartości nie tylko wobec dzieci, ale także wobec ich rodzin.

Siostra Kordula bardzo angażowała się w sprawy zgromadzenia. Cieszyła się zwłaszcza z wyniesienia na ołtarze EDMUNDA BOJANOWSKIEGO, założyciela. 7 sierpnia 2003 roku opuściła SWÓJ ULUBIONY TARNÓW i została przeniesiona do domu prowincjonalnego w LEŚNICY, gdzie dużo czasu poświęcała na modlitwę, czcząc szczególnie Miłosierdzie Boże. Swoje pracowite i pełne zaangażowania życie siostra Kordula zakończyła 22 lipca 2005 roku. Liczyła wówczas 76 lat, w ślubach zaś żyła 54 lata. Została pochowana na cmentarzu zakonnym w Leśnicy”.

O. Henryk Kałuża SVD, Przy Boskim Sercu…, Nysa 2010, s. 167-170.

Czytaj dalej

Przejazdem (stacje benzynowe)

Mało rzeczy tak w życiu lubię, jak stacje benzynowe.

Lubię ich atmosferę, urządzenia samochodowe na wystawach, zimne napoje, toalety, które widziały wiele tajemnic, zapach kawy i zapiekanek z pieczarkami, szczegółowe mapy na ścianach i przypadkowych podróżnych.
Lubię zapamiętywać ceny benzyny (tak jak lubię zapamiętywać kursy euro, a kiedyś lubiłam zapamiętywać kursy marek niemieckich i czeskich koron).

Lubię przysłuchiwać się pośpiesznym rozmowom, bo przecież zaraz trzeba ruszyć w drogę.
– Paragon czy rachunek?
Oczywiście, że paragon, tak wybiera każdy mądry człowiek, bo tak jest przecież szybciej.

Lubię patrzyć na różne rzeczy, bo co kraj, to obyczaj, co stacja benzynowa, to inne rarytasy. W tej, w której siedzę, są akurat na wystawie żywe róże (świeże przez co najmniej 2 lata dzięki unikalnemu sposobowi stabilizacji – cokolwiek to znaczy, tak jest napisane).
Jest mi smutno, bo „nic nie może przecież wiecznie trwać, co zesłał los, trzeba będzie stracić”. I myślę o różnych ludziach bliskich i dalekich, o babci Róży, dziadku Walentym, wujku Romanie, i zastanawiam się dlaczego…

Piję napój aloesowy i piszę. Tylko tak mogę się obronić. I aż tak mogę walczyć.
Słowem.

Lubię stacje benzynowe, dworce i lasy. Tam czuję się jakbym była w domu.
Przejazdem.